Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej do włosów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 września 2012

Sesa - olej do włosów





Jak wiele innych bloggerek i ja dałam się ponieść modzie na olejowanie włosów. Robię to już od ponad roku, zawsze z dużym zapałem, ale też bardzo nieregularnie. Bywają miesiące że udaje mi się zrealizować 100% mojego systemu 2x2 (czyli dwa razy w miesiącu olejowanie przeplatane porządną maską w pozostałe dwa tygodnie). Moje włosy są w dobrej kondycji, więc kiedy robię tyle wyglądają świetnie i jestem z nich bardzo zadowolona. Ale jak już napisałam - niezbyt często zdarza mi się ten poziom systematyczności. Teraz na przykład nie olejowałam włosów chyba od dwóch miesięcy, głównie z tego powodu, że w tym czasie miałam drobny problem z ich wypadaniem, a podczas tej czynności człowiek dokładnie widzi ile zostaje mu ich na rękach. Tym niemniej ostatnio mnie naszło, wtarłam produkt we włosy i siedząc nieco odurzona (za chwilę powiem dlaczego) z warkoczem wchłaniającym Sesę wszystkimi łuskami, odkryłam, że jeszcze o niej nie pisałam. Stwierdziłam więc, że ponieważ jest bardzo popularna i ja muszę swoje trzy grosze dorzucić.


Zanim kupiłam Sesę stosowałam olejek Amla oraz Vatika, obydwa z firmy Dabur. Z kokosowej Vatiki byłam bardzo zadowolona - do dziś pozostaje moim ulubionym olejem. Przeczytałam gdzieś, że Sesa podobno przyspiesza porost włosów. Ponieważ miałam wtedy dziką fazę na zapuszczanie natychmiast znalazłam ją na allegro, kliknęłam i była moja. Później dowiedziałam się, że idzie do mnie aż z Indii,  listonosz nawet zażartował, że otrzymuję pewnie jakieś nielegalne substancje. Tym niemniej w moich oczach podniosło to autentyczność olejku. Jeżeli potrzebowałam jeszcze czegoś, żeby upewnić się, że ten kosmetyk to kwintesencja Indii, dostałam to niezwłocznie po odkręceniu. I nie mam tu bynajmniej na myśli faktu, że zrywając folijkę zabezpieczającą ubabrałam siebie i biurko, na którym to robiłam. Chodzi mi o zapach. Jest cudowny, bardzo orientalny i odurzający, kojarzy mi się z kadzidłem, zapachem opium. Jest piękny, ale też niesamowicie intensywny, przez co doznania są przyjemne tylko początkowo i tylko, jeżeli użyjemy małej ilości specyfiku. Nie potrafię wytrzymać z nim na głowie dłużej niż przez 2 godziny, czuję go jeszcze bardziej wyraźnie, niż Amlę, a już po niej źle mi się spało.
Do tego nieco przeraża mnie kobieta na zdjęciu. Myślę, że każdy, kto oglądał "Krąg" wie o co mi chodzi.


A co z właściwościami? Może trudno jest być mi obiektywną, ponieważ moim faworytem jest Vatika, a zapach Sesy sprawia, że - poza początkowym zainteresowaniem - wracam do niej rzadko, ale nie zauważyłam, żeby dawała u mnie jakieś spektakularne rezultaty. Początkowo aplikowałam ją jak inne oleje, na całą długość włosów, nieco więcej na końcówki z pominięciem skalpu. Kiedyś nakładałam oleje również na skalp, ale przeczytałam, że może to powodować wypadanie włosów. Co ciekawe w jakimś innym miejscu znalazłam informację, że akurat Sesa nakładana na skalp pomaga rozwiązać ten problem. Chciałam wypróbować na sobie, ale zanim zdążyłam spróbować wypadanie na szczęście minęło. Obecnie testuję go pod tym kątem, ale póki co nie zauważyłam, by działał w tej kwestii. Ale co poza tym? Kiedy zaczęłam używać tego olejku moje włosy były nieco przesuszone i łamliwe (było to po powrocie z wakacji). Używając Sesy zauważyłam poprawę i tego odmówić jej nie mogę. Wzmocnienie było widać praktycznie od pierwszego użycia, włosy mniej się elektryzowały i zaczęły znowu być przyjemnie lejące, jak lubię. Niewątpliwie więc muszę zaznaczyć, że działa i to bardzo dobrze. Skąd zatem moje wątpliwości? A stąd, że po mniej więcej 3 zastosowaniach zapomniałam zabrać ją z mojego mieszkania do domu i kolejne 3 razy odżywiałam włosy przy pomocy Vatiki. Efekty jakie uzyskałam były w najgorszym wypadku porównywalne, a mnie osobiście wydawało się, że Vatika zostawiła Sesę nieco w tyle. 


Podsumowując: olejek Sesa to dobry kosmetyk do włosów. Dobrze odzywia kosmyki sprawiając, że ich wygląd poprawia się już pierwszego użycia. Osobiście jednak nie jestem jej fanką. Dlaczego? Ma dwa spore minusy:
- niesamowicie intensywny zapach, który trudno jest mi wytrzymać na dłuższą metę,
- niewygodnie się jej używa, szyjka butelki jest zbyt duża w stosunku do konsystencji.
Posiadając powyższe minusy nie ma niczego, co przekonałoby mnie, że jest lepsza od mojej ukochanej Vatiki, dlatego póki co na pewno nie skuszę się na kolejne opakowanie.


poniedziałek, 18 czerwca 2012

Dabur Vatika - olej do włosów



Włosy olejuję od około roku i bardzo sobie cenię ten sposób pielęgnacji. Zauważyłam, że moje włosy są w dużo lepszej kondycji, jeżeli "wspieram" je olejami. Ponieważ moja Amla była już na wyczerpaniu, zamówiłam kokosową Vatikę z tej samej firmy i chyba trafiłam w dziesiątkę. ;)


Vatiki używa się jakieś tysiąc razy łatwiej, niż wzmiankowanej już Amli, ponieważ ktoś wpadł na to, by do butelki dołączyć dozownik. Nie wygląda przesadnie imponująco, prawda? A ułatwia pracę w ogromnym stopniu! Amla wiecznie mi się rozlewała, na dłoń wypadało jej zbyt dużo tak, że olejowanie kończyło się bałaganem w pokoju i moim poirytowaniem. Dzięki powyższemu przewężeniu Vatikę nakłada się szybko, łatwo, przyjemnie i - co najważniejsze - w takiej ilości, w jakiej chcemy.
Co ciekawe (nie wiem czy to tylko u mnie, czy jest to generalna cecha tego oleju) poza okresem, kiedy byłam na wczasach, gdzie było bardzo ciepło, olej występuje u mnie w stanie skupienia... stałym. ;) Początkowo nakładałam go nawet na włosy w ten sposób (co było prostsze ;)), ale teraz wkładam go na chwilę do ciepłej wody/na słońce i aplikuję tak właśnie. ;)


Lubię go najbardziej ze wszystkich olejów, jakich próbowałam. Daje u mnie najlepsze efekty, prawdopodobnie dlatego, że jestem w stanie zostawić go na włosach na dużo dłużej niż inne - jego zapach nie jest tak intenywny, odurzający jak ma to miejsce w przypadku Amli lub Sesy. A pachnie jak czysty kokos. :) Nie jak kokosowy płyn do kąpieli, ale jak miąższ rozłupanego orzecha!
Po jego użyciu włosy są fantastyczne. Miękkie, lśniące i sprężyste, wyglądają, jakby olej zamykał ich łuski. Rozdwojone końcówki prezentują się znacznie lepiej (ale nie czarujmy się, nie "sklejają" się z powrotem w cudowny sposób, bo to niemożliwe ;)). Ciekawe jest również to, że kosmyki "zachowują się" w ten sposób już po pierwszym myciu, podczas gdy w przypadku innych olejków, bezpośrednio po zastosowaniu były takie jakby sztywne, podatne na plątanie się (nie umiem się wygadać ;)). Mam też wrażenie, że łatwiej go spłukać. :)

Podsumowując: Vatika jest "najprostszym" ze wszystkich olejów, jakie stosowałam. Polecam go zwłaszcza "początkującym", ponieważ łatwo jest nauczyć się na nim w jaki sposób pielęgnować włosy tą metodą, jednocześnie uzyskując doskonałe efekty.
Do kupienia na allegro. ;)

A już niedługo możecie się spodziewać recenzji tego cudaka:


czwartek, 20 października 2011

Pielęgnacja włosów, część 1 - olejowanie


Na pewno wiele z was stosuje tę metodę pielęgnacji od dawna. Ja swoją przygodę z olejowaniem zaczęłam mniej więcej na początku lipca. Myślę, że mogę już spokojnie wypowiedzieć się na temat działania tego zabiegu.


Włosy olejuję przy pomocy olejku Dabur Amla do włosów farbowanych, potrzebujących ochrony. Ponieważ zapuszczam włosy, zależy mi, by były w dobrym stanie. Zasada jest prosta: dobre końcówki - brak konieczności podcinania - szybszy "przyrost". ;) W wakacje, kiedy włosy wymagały większego nawilżenia, stosowałam olejek regularnie - raz lub dwa razy w tygodniu. Teraz robię to mniej więcej raz na dwa tygodnie, bo nawet wówczas widoczna jest poprawa.
Olej nakładam następująco: zaczynam od końcówek. Najpierw moczę je w wodzie, osuszam ręcznikiem, później nalewam olejek na dłoń i "wkładam" w niego włosy. W następnej kolejności wmasowuję go w skórę głowy przeciągając kosmetyk na włosy. Na koniec wylewam olej na dłoń, pocieram jedną o drugą i tłustymi dłońmi pocieram włosy na całej długości. Tak przygotowane włosy zaplatam w warkocz i zostawiam - na tak długo, jak akurat mam czas. Staram się, by było to co najmniej półtorej godziny. Kiedyś zostawiłam go na noc, ale miałam koszmary (bo zapach jest bardzo intensywny, przyjemny i ładny, ale duszący), wymyśliłam sobie, że to przez to. ;) Od tamtego czasu nakładam olejek na kilka godzin przed kąpielą - efekt i tak jest zadowalający.


Ze spłukiwaniem olejków jest czasem problem. Ja stosuję metodę, którą znalazłam m.in. na blogu Idalii, tzn najpierw, na suche włosy nakładam szampon i staram się nieco go spienić. Największą uwagę zwracam na włosy przy skórze głowy - jeżeli nie spłuczemy olejku z tego miejsca fryzura będzie oklapła niezależnie od tego co będziemy z nią robiły. ;) Zabieg przeprowadzam na całej długości włosów. Następnie spłukuję włosy i myję je jeszcze raz - już normalnym "trybem". ;)
Włosy zostawiam tak jak są - od jakiegoś czasu nie używam żadnych elektrycznych urządzeń do stylizacji włosów.


A jakie są efekty?
Po pierwsze - to kompletnie niesamowite, nie miałam zielonego pojęcia, że to możliwe, ale - olejek regeneruje końcówki. Nawet te rozdwojone są w wyraźnie lepszym stanie niż przed zabiegiem. W wakacje moje końcówki były tak wysuszone, że schły w mniej więcej 5 minut. ;) Po zabiegu czas ten wydłużył się co najmniej trzykrotnie.
Po drugie - włosy są lśniące, mocne i silne. 
Po trzecie - wypada ich o wiele mniej. Początkowo wydawało mi się, że zabieg nadweręża moje włosy, bo w trakcie olejowania wypadało mi ich mnóstwo wskutek ich ciągnięcia. Jednakże później wypadających włosów jest o wiele mniej.


Podsumowując: zdecydowanie polecam ten sposób pielęgnacji włosów. Ja na pewno nie poprzestanę na tej buteleczce. ;) Jest kilka innych olejków, które planuję kupić w następnej kolejności. A jaka jest wasza opinia w kwestii olejowania? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...