Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 listopada 2012

Ujędrniający balsam do ciała marki Venus


Dziś zapraszam na gościnną recenzję w wykonaniu mojej znakomitej koleżanki - Guni.



Duże 400 ml opakowanie jest poręczne, zamykane na klasyczny „klaps”. Umożliwia całkowite kontrolowanie dozowania, zwłaszcza że produkt jest gęsty, choć ta gęstość bynajmniej nie wiąże się z jakimikolwiek trudnościami podczas rozsmarowywania. Balsam gładko rozprowadza się po skórze i szybko wchłania zostawiając przez chwilę ładną poświatę. Po nałożeniu przez kilka minut utrzymuje się stan delikatnego schłodzenia, co potęguje wrażenie odświeżenia. Zapach - według mnie przyjemny, aczkolwiek nie wyróżnia się niczym szczególnym – kojarzy się po prostu z balsamem do ciała.  Producent twierdzi, że intensywnie nawilża i zapobiega utracie wody.  Nie jest to czcza obiecanka marketingowa, ponieważ gdy zastosowałam go po pierwszy raz moja skóra momentalnie unurzała się w komforcie - była bardzo przesuszona a już po zaledwie trzykrotnym zastosowaniu zauważyłam znaczną poprawę. Co do ujędrniających właściwości – trudno je oceniać na tym etapie, zwłaszcza że moja skóra na razie jest dość jędrna, ale osobiście ufam naturalnej kofeinie jako składnikowi kosmetyków i sądzę że również te właściwości uwidocznią się przy dłuższym stosowaniu. Używanie go niewątpliwie mogę zaliczyć do wieczornych przyjemności! 


środa, 7 grudnia 2011

Lirene: body anticellulite program - balsam antycellulitowy

Dziś napiszę Wam kilka słów o antycelulitisowym balsamie Lirene.


Kosmetyk ten mam już od dawna. Szczerze powiedziawszy nawet zapomniałam, że go posiadam. Odnalazł się przy okazji niedawnego sprzątania łazienki. Dlaczego został zarzucony? Ponieważ kiedy używałam go około półtorej roku temu, uczulił mnie. Najpierw dlatego, że z braku innego nawilżacza, nałożyłam go na świeżo ogolone nogi. Później, kiedy sprawdzałam czy nie jest to jednorazowa wpadka, uczulił nawet normalną, niepodrażnioną goleniem skórę. Teraz zdecydowałam się przetestować go ponownie. 
Najpierw zerknijcie, co o balsamie pisze producent:


Produkt jest zamknięty w wygodnej, podłużnej butelce z charakterystycznym dla kosmetyków Lirene "mechanizmem otwierania". ;) Chodzi o to, że owalna butelka jest w jednym miejscu wcięta, dzięki czemu nigdy nie ma problemu z otwarciem jej. Jest to duże ułatwienie, zwłaszcza kiedy mamy tłuste dłonie.
Zapach jest prześliczny. Słodki, lekko pomarańczowy, ale bardzo delikatny, nie drażni zmysłów. ;) Dzięki zapachowi używanie produktu to prawdziwa przyjemność.


Konsystencja jest bardzo lekka, przyjemna, kosmetyk rewelacyjnie się rozprowadza. Na skórze nie zostawia żadnego uczucia lepkości, czy nieprzyjemnego, tłustego filmu. Jest to produkt zdecydowanie nawilżający - doskonałą pielęgnację skóry czuć już od pierwszego zetknięcia z produktem.
A teraz najistotniejsze: działanie antycellulitisowe. Muszę przyznać szczerze, że takowego u siebie nie zauważyłam. Jednakże, aby zauważyć poprawę używając produktów tego typu, najistotniejsze jest ich regularne stosowanie, czego ja nie robiłam. ;) 
Tym niemniej muszę stwierdzić, że skóra jest przyjemnie nawilżona, bardzo miękka i elastyczna. Jako balsam nawilżający, kosmetyk sprawdzi się świetnie.


Posumowując: balsam Lirene okazał się być całkiem niezłym kosmetykiem nawilżającym. Osobiście nie udało mi się zbadać jego właściwości antycellulitisowych, ale uważam, że kosmetyk może je posiadać - już po jednorazowym użyciu skóra jest elastyczna i doskonale odżywiona. Mimo wszystko, ja nie zaufam mu nigdy w pełni i na świeżo ogolone nogi nie będę go stosować. ;)

sobota, 19 listopada 2011

H&M Pure Bloom - Body Lotion

Dziś mam prawdziwe urwanie głowy. Mój tata ma urodziny, a mama - wskutek kontuzji palca - nie mogła ich przygotować, więc całe gotowanie i pieczenie spadło na mnie. ;) Jak tylko skończyłam zaczęli się schodzić pierwsi goście, więc generalnie - padam z nóg. Dlatego dziś będzie krótko i konkretnie. :)


Balsam ten dostałam na urodziny. Ucieszyłam się, ponieważ sama raczej bym się na niego nie zdecydowała. Mam swoich ulubieńców balsamowych, a H&M nie jest dla mnie marką pewną w kwestii kosmetyków. Ale spróbowałam z przyjemnością i? Jakie wnioski?
Zacznę od tego, że balsam zamknięty jest w bardzo wygodnej butelce z pompką. Lubie takie rozwiązania - aplikacja jest higieniczna, a kosmetyk nie włazi wszędzie gdzie nie powinien (m.in. za paznokcie). Opakowanie podobne jest do opakowań balsamów The Body Shop, np tego.
Producent nie mówi o kosmetyku zbyt wiele:


Zapach? Specyficzny. Lekko chemiczny - to z pewnością i jest w nim coś co lekko mnie irytuje, a jest wyczuwalne nawet w kilka godzin po posmarowaniu. Generalnie przypomina mi jagody, ale z pewną domieszką, której nie umiem sprecyzować, a która - jednocześnie - zmienia ów zapach diametralnie. Generalnie odradzam kupowanie bez wcześniejszego powąchania. ;) Ale - mimo irytującej nuty - jest to w mojej opinii zapach ciekawy i lubię go.
Konsystencja - typowo balsamowa, bardzo poprawna. Niezbyt gęsta, ale absolutnie się nie leje, nie przelatuje przez palce.


Balsam dobrze i szybko się rozprowadza. Dosyć sprawnie wnika w skórę, która natychmiast po jego użyciu staje się miękka i bardzo delikatna. Właściwości nawilżające nie są na poziomie maseł The Body Shop, czy nawet Bielendy, ale masła zawsze będą nawilżać lepiej. Porównania z balsamami tych firm nie wygrywa, ale nie jest to miażdżąca klęska. Nawilżenie jest wyraźnie odczuwalne, skóra jest wyraźnie gładsza, a efekt utrzymuje się naprawdę długo. Dziś około 10 rano posmarowałam nim jedną dłoń. Ręce myłam od tamtego czasu jakiś milion razy, a zapach nadal jest wyczuwalny. Skóra na dłoni posmarowanej masłem jest również wyraźnie bardziej delikatna.


Podsumowując: mogę polecić ten balsam osobom, którym spodoba się jego zapach. :) Zdecydowanie odradzam kupowanie go w ciemno. Jeżeli chodzi o właściwości pielęgnujące to kosmetyk spisuje się o wiele lepiej niż mogłabym się spodziewać, więc jeżeli zaakceptujecie zapach to polecam. ;)

poniedziałek, 3 października 2011

The Body Shop - Wild Cherry Pure Body Lotion



Co prawda najbardziej znanymi kosmetykami The Body Shop są ich masełka, ale będąc ostatnio w ich sklepie zdecydowałam się na balsam. Znajdował się on w kategorii "hity sprzedaży", postanowiłam sprawdzić dlaczego.


Kochamy składniki z niespodziewanych źródeł. Jak nasz przyciągający olej z dzikiej wiśni, wyciśnięty z wiśni porastających wzgórza otaczające historyczną Weronę we Włoszech. Dodaliśmy nawilżający olej z pozostałości produkcji dżemu. Więc możemy nazwać to historią ze szczęśliwym zakończeniem.

Opis producenta jest bardzo "poetycki". ;)


Kosmetyk zamknięty jest w butelce mieszczącej 250 ml. Z butelki wydobywamy go przy użyciu wygodnej pompki. Nie wiem, czy dobrze sprawdzi się przy końcówce produktu - jak dojdę do tego momentu - napiszę. Jego cena to 35 zł.
Kosmetyk pachnie... przepięknie! Zero chemii, nawet tej delikatnej, kosmetycznej, jak to nazywam. Ładny, słodki, delikatny zapach owoców. Trochę kojarzy mi się z wiśniowym jogurtem, ale chyba jeszcze bardziej z konfiturą z wiśni. :) Jest na prawdę urzekający, dosłownie uzależnia. Uwielbiam go i jest to chyba najpiękniejszy zapach kosmetyku, jaki kiedykolwiek wąchałam.
Balsam bardzo dobrze się rozprowadza. Jest dosyć wodnisty, dzięki czemu już mała jego ilość wystarcza na posmarowanie dużych obszarów ciała - na pewno będzie bardzo wydajny.
Produkt szybko wchłania się w skórę. Wystarczy kilka chwil i już nie ma po nim śladu. Nie trzeba trzeć go nie wiadomo jak długo. Jest to duża zaleta, zwłaszcza, gdy kąpiemy się przed wyjściem i zależy nam na czasie.
Przez chwilę po zaaplikowaniu, zanim do końca się wchłonie, miejsce posmarowane balsamem nieco się klei. Uczucie to przechodzi jednak bardzo szybko - na skórze nie zostaje tłusty film.
Sama skóra staje się bardzo miękka i delikatna, przyjemna w dotyku. Choć obecnie nie jest tak wysuszona jak w lecie, nawilżenie i tak jest odczuwalne. Dobrze działa na tzw wymagające obszary, tzn kolana i łokcie. Po jego użyciu są bardzo miękkie, a skóra - podobnie jak wszędzie - jest bardzo gładka. Działania na pięty nie próbowałam, bo jeszcze bym się zraziła, a przecież do stóp należy używać innych kosmetyków. ;)
Ponieważ kosmetyk ma o wiele lżejszą formułę niż wszelkiego rodzaju masła, nie jest, aż tak nawilżający jak one. Ale i tak jest dobrze. 


Podsumowując: świetny balsam, piękny zapach i dobre działanie. Czego chcieć więcej? :) Polecam!
I pozdrawiam. ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...