Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dłonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dłonie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2012

Neutrogena - anti ageing hand cream






Dziś kilka słów o kremie, który może stać się rozwiązaniem wielu problemów dla osób mających duże kłopoty z przesuszoną skórą dłoni. Ja do osób takich się nie zaliczam, ale dysponuję opinią mojej Mamy, która z dłońmi zawsze miała wiele problemów. Mimo, iż nie jest typem osoby, która wydaje dużo na kosmetyki, na ten krem jest w stanie wydać więcej, mimo iż jego cena nie należy do najniższych (ok 15 zł za 50 ml).


Powyżej możecie przeczytać informacje, które producent zamieścił na opakowaniu produktu. 
Opakowanie kremu jest dokładnie takie samo, jak innych kosmetyków tego typu. Jest to miękka tubka z okrągłym, plastikowym dozownikiem. Jest wygodna i poręczna. Ta wydaje się być bardzo malutka, ponieważ jest grubsza i krótsza, niż w innych kremach.


Produkt jest biały i ma dosyć gęstą konsystencję. Jest bardzo treściwy, ale bardzo szybko się wchłania. Po jego użyciu dłonie nie są tłuste, lepkie, nie pozostawia na nich nieprzyjemnego filmu. Proces wchłaniania jest tak intensywny, że czasem mam wrażenie, że wycisnęłam z tubki zbyt mało kosmetyku (mimo iż taka sama porcja w przypadku innego kremu byłaby wystarczająca). Może to negatywnie wpływać na jego wydajność, choć jeżeli postawimy bardziej na intensywność i staranność masażu, niż na ilość kosmetyku - na pewno zużycie nie będzie przekraczać przeciętnego.
A działanie jest rewelacyjne. Produkt od pierwszego zetknięcia ze skórą sprawia, że jest gładka, przyjemnie miękka. Koi wszelkie wyschnięte skórki, czy nawet większe ranki. Moja Mama stwierdziła, że mocno rozjaśnia i niweluje przebarwienia skórne. Po jego użyciu ręce są nawilżone przez wiele godzin - w tym miejscu, może nieco mniejsza wydajność, zostaje zniwelowana, ponieważ nie musimy smarować dłoni tak często jak w przypadku innych kremów. Kiedy umyłam ręce w około 3-4 godzin od posmarowania to podczas mycia czułam, że zmywam i krem.
Teoretycznie jest on również kremem przeciwdziałającym oznakom starzenia się dłoni, ale ten efekt nie był jakoś szalenie widoczny u żadnej z nas.


Podsumowując: krem Neutrogeny to pierwszy tego typu kosmetyk, na który jestem w stanie wydać więcej niż 5 zł. Jest naprawdę niezły, choć polecam go raczej osobom, dla których zwykłe kremy to za mało. Posiadaczki normalnej skóry dłoni mogą po prostu nie potrzebować, aż tak silnego nawilżenia.

środa, 23 listopada 2011

Original Source: Raspberry&Vanilla milk - mydło w płynie


Dziś kilka słów o produkcie, który został mi wysłany przez firmę Original Source. Jest to nowa linia tejże firmy, niedostępna jeszcze w sklepach, za to dostępna w moim rozdaniu, które kończy się już jutro, do którego serdecznie zapraszam. Przejdźmy jednak do rzeczy. 
Mydło zamknięte jest w butelce, w jakiej przeważnie sprzedawane są kosmetyki tego typu, jednakże nawet na klasycznym opakowaniu, Original Source odcisnęło swój charakter, nadając mu typowy dla firmy kanciasty kształt i prostą szatę graficzną.
Spójrzmy, co o produkcie ma do powiedzenia producent:


Zapach mydła jest identyczny jak żelu pod prysznic opisywanego tutaj - tzn. piękny, bardzo słodki, kojarzący mi się wybitnie z Chupa-Chupsami o smaku truskawek ze śmietaną.
Konsystencja jest gęsta, w zasadzie niewiele różni się od żelu pod prysznic (a może jest od niego nawet odrobinę gęstsza). Mydło nie pieni się szczególnie mocno, ale pozwala bez trudu domyć ręce ze wszystkich zanieczyszczeń życia codziennego.


Pompka działa dobrze, nie zacina się, nie pompuje powietrza. Moim zdaniem mogłaby jedynie dozować nieco mniej produktu, bo niestety, w skutek jej działania, jest średnio wydajny.
W kwestii właściwości pielęgnujących - szczerze powiedziawszy takowych nie zauważyłam, aczkolwiek mydło jest bardzo delikatne, przyjemnie otula ręce, ale nie bije na głowę innych mydeł w płynie i na pewno nie zastąpi kremu do rąk.

Jedna "pompka" produktu

Podsumowując: Mydło w płynie Original Source jest fajnym produktem, przy użyciu którego mycie rąk stanie się przyjemnością, ze względu na jego piękny zapach, choć radzę powąchać je przed zakupem, ponieważ bardzo słodki aromat nie każdemu musi przypaść do gustu.

Dziękuję firmie Original Source za możliwość przetestowania ich produktów.

niedziela, 2 października 2011

H&M: Night in Paris - lakier do paznokci


 Przedmiotem dzisiejszej recenzji będzie pokazywany kilka dni temu lakier z popularnej sieciówki. Choć bardzo lubię robić zakupy w H&M muszę przyznać, że poza błyszczykami, kosmetyków od nich jeszcze nie próbowałam.


Lakier jest zamknięty w dosyć dużej (ale wąskiej ;)) buteleczce wygiętej w środku w łuk. Lakier dostałam w prezencie, ale wyczytałam na wizażu, że jego cena to ok. 10 zł.


Pędzelek, jak widzicie, jest dosyć wąski. Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób w precyzyjnym i szybkim pomalowaniu paznokci. Używa się go wygodnie, bo pędzelek nabiera dokładnie tyle lakieru ile trzeba - nie ma potrzeby ani wycierać go o górę buteleczki, ani dobierać w trakcie malowania (swoją drogą nienawidzę tego - lakier już nałożony zdąży zaschnąć, a dobierany zamiast dopełnić dolną warstwę rozmazuje ją).


Kolor bardzo mi się podoba. Na pierwszy rzut oka wydaje się być nieco "oklepany", jednak na paznokciach zmienia się fantastycznie. W buteleczce widzimy ciemny, ale ciepły fiolet. Na paznokciach uzyskujemy świetlisty efekt - ciemny fiolet pozostaje, ale uzyskuje jakby drugie dno - także w normalnym świetle paznokcie są nadal ciemne, zaś w słońcu, lub innym mocnym świetle - jasne, ciepłe i jakby… półprzezroczyste? Nie potrafię lepiej zdefiniować tego co widzę. ;)
Trwałość jak na razie bez zarzutu. Lakier trzyma się już trzeci dzień i póki co nie odpryskuje. Nieco starł się jedynie na końcówkach.
Dużą zaletą kosmetyku jest fakt, że szybko wysycha - po niecałej minucie mogłam już nakładać drugą warstwę nie robiąc smug.


Mimo iż lakier szybko wysycha odbił się na kciuku. ;) Ale na jego obronę powiem, że wtedy bardzo się spieszyłam. :)

Podsumowując: polecam. Sama planuję przejść się do H&M w poszukiwaniu innych "czarodziejskich" kolorów. :)
Pozdrawiam. :)

wtorek, 20 września 2011

Lakier z allegro


Są kosmetyki, które kupuję wyłącznie ze sprawdzonych źródeł. Jednakże lakier do paznokci do takich kosmetyków nie należy - zdarza mi się kupić lakier nawet na bazarku. Dochodzę do wniosku, że co najgorszego może mi się stać? Używam ich i tak wyłącznie na bazę, więc raczej nie niszczą mi paznokci.


Za ten lakier zapłaciłam 2,69. Wzięłam ich kilka odcieni, jednakże źle oceniłam kolory i de facto jestem zadowolona tylko z 3. Dwa pozostałe, które wydawały mi się być dość mocno kryjącymi nudziakami, okazały się półprzezroczystymi różami. Jednak za tę kwotę nie żałuję - sprezentowałam je mamie.


Lakier dosyć dobrze kryje - w zasadzie już po jednej warstwie byłam zadowolona z efektu. Pociągnęłam drugą, żeby uzyskać głębszy kolor, jednakże miejscami wciąż widać odcinającą się białą część paznokcia, choć nieznacznie.
Pędzelek jest wygodny, konsystencja lakieru jak dla mnie - o dziwo - idealna. Nie jest ani zbyt rzadki (nie rozlewa się po płytce paznokcia), ani zbyt gęsty (nie wysycha na tyle szybko, by pojawiał się problem z równomiernym rozprowadzeniem lakieru). Nie smuży, uzyskanie gładkiego efektu nie wymaga zbyt dużo zachodu.
Lakier rzeczywiście szybko wysycha - zaledwie po 2, 3 minutach spokojnie możemy nakładać kolejną warstwę.
Trwałość - co najmniej dobra. Mam go na rękach już 5 dni i dopiero dziś zaczął nieco ścierać się na końcówkach.


Podsumowując: lubię eksperymentować przede wszystkim z tymi tańszymi kosmetykami. Cieszę się, ponieważ tym razem trafiłam w dziesiątkę. :)

A poniżej dzisiejsze zakupy w The Body Shop:


Zapraszam niedługo na ich recenzję. :) Pozdrawiam!

wtorek, 6 września 2011

Garnier: krem do rąk z ekstraktem z mango

Muszę przyznać, że jestem prawdziwą szczęściarą - mimo iż nie oszczędzam dłoni, przez większość czasu nie mam z nimi zbyt wielu problemów. Mycie naczyń, podłogi, wszelkie detergenty moim dłoniom niestraszne. Jedynym co sprawia, że potrzebują ode mnie pomocy jest mróz i mój karygodny zwyczaj nie noszenia rękawiczek. W takich sytuacjach dłonie stają się bardzo suche, skóra jest spękana, a suche skórki odstają. Wtedy właśnie stosuję:


Krem do rąk z Garniera jest zamknięty w typowej dla kremu do rąk, zakręcanej tubce. Za objętość (standardową) 75 ml płacimy ok. 4 zł. 
Kiedy po raz pierwszy kupowałam ten krem zwracałam uwagę wyłącznie na cenę i zapach, a to dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie znałam się na tego typu kosmetykach. Zależało mi na poprawie stanu moich dłoni, która nie zrujnuje mojej kieszeni. Zapach jest dla mnie bardzo istotny o tyle, że w kremach do rąk są one przeważnie bardzo intensywne - jeżeli więc "nie podeszła" mi choćby jedna jego nuta, to momentalnie traciłam ochotę na używanie kremu. Ten natomiast pachnie bardzo świeżo i przyjemnie - mango jest wyczuwalne, ale w sposób absolutnie nieinwazyjny.


Gdy przeczytałam powyższy opis, wiedziałam, że jest to dokładnie taki kosmetyk jakiego szukałam.
Konsystencja kremu jest dosyć płynna, lejąca. Początkowo myślałam, że fakt ten będzie wpływał na jego działanie - wiadomo, im lżejsza formuła tym słabsze działanie nawilżające. Moje obawy okazały się jednak nieuzasadnione. Krem wchłania się dosyć wolno, dłuższą chwilę trzeba go wmasowywać. Jednakże, o ile w innych kosmetykach uznałabym to za wadę, o tyle w przypadku dłoni uważam, że masaż dobrze wpływa na krążenie, a i skóra w mojej opinii jest bardziej miękka kiedy poświęcimy dłuższą chwilę na aplikację, niż gdy po prostu wchłonie się bez "mechanicznej" pomocy. Po wmasowaniu w dłonie przez kilka chwil się one lepią, jednakże uczucie to mija po dosłownie 5 minutach.
Drobne te niedogodności nie mogą jednak przyćmić faktu, że krem działa i to rewelacyjnie. Już od pierwszego stosowania dłonie są fantastycznie nawilżone, a suche skórki przestają odstawać. Gdy używałam innych kremów uzyskiwałam taki efekt, ale mijał on natychmiast po całkowitym wchłonięciu preparatu. Tutaj nawilżenie, miękkość i odżywienie dłoni pozostają na długo - do tego stopnia, że nawet w zimie zdarzało mi się go stosować co drugi, co trzeci dzień i była to ilość najzupełniej wystarczająca.


Podsumowując: nie wiem, czy pamiętacie, ale krem ten znalazł się w wymienianych przeze mnie hitach kosmetycznych za niewielką cenę. Stało się to nie bez przyczyny - jest rewelacyjny. Jest to na pewno mój ulubiony krem i uważam, że najlepszy jaki kiedykolwiek stosowałam. Zdecydowanie polecam.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Lovely - Crystal Strenght, czerwień

Nie wiem, czy już wspominałam, ale na prawdę uwielbiam klasyczną czerwień na paznokciach. Bardzo mi się podoba, ponieważ jest wyrazista, stylowa, a ponadto pasuje niemal do wszystkiego. Uważam, że intensywny, krwistoczerwony lakier to coś, co powinno znaleźć się w kosmetyczce absolutnie każdej kobiety. Dla mnie umalowanie paznokci czerwienią jest najszybszym sposobem, by poczuć się kobieco i pięknie.
Opisywanym dziś lakierem będzie czerwień firmy Lovely dostępnej w Rossmanie. Nie wiem czy lakier ten posiada jakiś numer, bądź nazwę, ponieważ jeżeli nawet takowa była gdzieś zamieszczona to się starła. W Internecie również nie znalazłam nic na ten temat. Należy jeszcze wspomnieć, że marka Lovely to linia firmy Wibo stworzona dla nastolatek.


Cecha lakieru, którą widać na pierwszy rzut oka to jego piękny kolor. W mojej opinii jest idealny: ani zbyt pomarańczowy, ceglasty, ani zbyt ciemny. Nie jest blady, nie ma żadnej "poświaty" w innym kolorze. Po prostu czysta klasyka. Swego czasu na prawdę naszukałam się idealnego odcienia i zajęło mi trochę nim dotarłam do opisywanego dziś lakieru.


Na powyższym zdjęciu widać, że lakier ma klasyczny, nierewolucyjny pędzelek. Jego konsystencja jest dosyć rzadka, jak na kosmetyk tego typu. Jest to spora wada, ponieważ wpływa to na jego jakość.
Po pierwsze - lakier bardzo się rozlewa. Osobiście nie jestem mistrzynią w malowaniu paznokci (a jak patrzę na niektóre dzieła innych dziewczyn, to aż mi głupio wrzucać tu nawet swatche lakierów na moich paznokciach ;)), ale potrafię pomalować paznokcie oszczędzając skórki. W wypadku tego lakieru jest to zadanie ponad siły. Choćbym nie wiem jak się starała przy dozowaniu ilości lakieru na pędzelek, choćbym nie wiem jak się starała - produkt zawsze spłynie i pobrudzi mi skórki.
Po drugie - strasznie szybko się ściera. Pomalowałam paznokcie dziś około 12. Obecnie końcówka prawie każdego paznokcia jest już biała. Pojawił się również jeden odprysk.
Zaskoczeniem jest dla mnie poziom krycia. Mimo rzadkiej konsystencji znośny efekt uzyskujemy już przy pierwszej warstwie. Jednak ze względu na jakość nie ma sensu malować mniej niż 2 razy, ponieważ nie wyobrażam sobie jak szybko odpryskiwałby po użyciu jedynie jednej warstwy. 
Lakier nie wpływa jakoś wyraźnie na odżywienie paznokcia, łatwo się zmywa i nie odbarwia płytki.

Pierwsza warstwa - widać co prawda białą część paznokcia, ale efekt ogólnie jest do przyjęcia.

Dwie warstwy - na zdjęciu widać też, że lakier pięknie lśni na paznokciach.

Podsumowując: lakier Crystal Strenght to lakier, który rewelacyjnie prezentuje się na paznokciach. Jeżeli mamy w planach wielkie wyjście, podczas którego chcemy wyglądać klasycznie i pięknie to na pewno będziemy zadowolone z efektu. Jeżeli jednak planujemy nosić go na codzień to prędzej zwariujemy niż nam się to uda, ponieważ poprawki musiałybyśmy robić średnio co 6 godzin.

sobota, 9 lipca 2011

Joko Virtual: Fruit Cocktail Vinylmania nr 143 berry&milk


Seria lakierów Fruit Cocktail popularna była co prawda już jakiś czas temu, ale muszę przyznać, że pod względem kolorów jest to najładniejsza linia jaką widziałam od dawna. W jej skład wchodzi 10 odcieni. 

Zdjęcie pochodzi ze strony producenta. Po kliknięciu powiększa się.

W swojej kolekcji posiadam odcienie 140 (blue lagoon), 142 (lemonade), 147 (sweet kiwi) i recenzowany dzisiaj 143 (berry&milk). A jeżeli mam być szczera to oszalałam na ich punkcie i chciałabym mieć je wszystkie (no, może poza miętowym odcieniem 141 - nie jestem fanką takich kolorów).


Lakiery posiadają winylową formułę, która powinna zapewniać głęboki i nasycony kolor oraz maksymalny lustrzany połysk. Co do koloru: bywa z tym różnie w zależności od odcienia. Kolorem recenzowanym pazurki pomalować będziemy musiały co najmniej 2 razy, ponieważ po użyciu jednej warstwy lakier "prześwituje". Odcień nr 142 wymaga trzech warstw, a już 147 będzie do przyjęcia nawet po jednej. Linia jest zatem dość nierówna jeżeli chodzi o krycie. Co do połysku to istotnie, lakiery pięknie się błyszczą, ale znów niektóre bardziej, inne mniej. 


Co z aplikacją? Lakiery posiadają wygodne pędzelki, którymi na prawdę prosto się operuje. Nie jest problemem nawet pomalowanie prawej ręki co zawsze w moim wypadku kończy się choć częściowo umazanymi skórkami. W tym miejscu chciałabym zwrócić uwagę na pewien defekt, który posiada mój lakier. Mianowicie pędzelek odkleił się od zakrętki. Skutkuje to tym, że raz uda się wyjąć całość, a innym razem zakrętka zostaje nam w ręce, a paznokcie malować musimy trzymając malutki biały uchwycik i w tym momencie malowanie nie jest już proste. ;) Ale zdarzyło mi się to tylko w tym jednym lakierze, więc myślę, że nie jest to wada produkcyjna, tylko jednorazowy defekt.
Jeżeli chodzi o trwałość to dwie warstwy (bez top coat) wytrzymają na paznokciach nawet 5 dni. Po tym czasie lakier zaczyna się ścierać od końcówek. Natomiast jedna warstwa zaczyna schodzić już w kilka godzin od pomalowania, więc nawet jeżeli poziom krycia lakieru daje możliwość poprzestania na jednej to ze względu na trwałość radzę się zdecydować na dwie. Lakier nie odpryskuje, co jest dużą zaletą, ponieważ nic nie wygląda tak paskudnie jak odpryski. Szybko schnie.
Niestety, lakier barwi płytkę paznokcia. Da się jednak wyeliminować ten efekt zmywając pazurki dobrym zmywaczem.
Kolejną wadą lakieru jest jego słaba dostępność. Nie wiem w jakich drogeriach go szukać, w żadnej, do których zaglądam go nie ma. Najprościej chyba zamówić go przez Internet, jednakże wtedy dość niska cena (ok. 8.50 zł) automatycznie leci nam w górę. Oczywiście, jeżeli zamierzamy kupić ich kilka to nie będzie to  zbyt duża różnica, ale przecież nie zawsze chcemy dokonywać hurtowych zakupów. Dla mnie lakier to rodzaj "pocieszacza" - po ciężkim dniu mogę sobie za małe pieniądze poprawić humor. A jeżeli nie ma go w sklepie to nie spełni tej roli. ;)
Poniżej mała prezentacja lakieru na paznokciach:




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...