Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2013

Aussie - dwie linie, jedna opinia ;)



Podobnie jak kilka innych bloggerek, jakiś czas temu otrzymałam paczkę-niespodziankę z produktami firmy Aussie. Kosmetyki te dopiero niedawno weszły na nasz rynek, a kilka z Was prosiło mnie o ich recenzje, dlatego postanowiłam  napisać o nich kilka słów.


Otrzymałam trzy produkty z dwóch różnych linii: szampon i odżywkę z olejkiem z orzechów macadamia, oraz "cudowną" odżywkę odbudowującą włosy w jedyne 3 minuty z ekstraktem z mięty, którą na potrzeby tej recenzji będziemy nazywać "miętowym serum".
Zacznę od tego, co łączy wszystkie kosmetyki. Po pierwsze - naprawdę pięknie pachną. Dzięki temu ich używanie jest po prostu przyjemne. Po drugie - mają bardzo wygodne opakowania (mam tylko jedno "ale" do miętowego serum, ale o tym poniżej). Nie trzeba ich odkręcać mokrymi rękami, ani łamać paznokci przy odczepianiu zatyczki. A teraz konkretnie:

Szampon do suchych, zniszczonych, "trochę nieszczęśliwych" włosów
Od razu powiem, że mimo całej sympatii do tych produktów, te smutne, nieszczęśliwe, czy zdołowane włosy dosyć mocno mnie śmieszą.
A sam szampon jest całkiem niezły. Zawiera w składzie SLS i SLeS, więc w tej kwestii cudów nie zdziała, ale przyznam szczerze, że - może ze względu na zapach - używało mi się go przyjemniej, niż innych podobnych kosmetyków. Kosmetyk dokładnie oczyszcza włosy i skórę głowy, nie wysusza kosmyków w sposób ponadprzeciętny, nie podrażnia, ani nie uczula. Należy uwzględnić fakt, że do mycia stosuję metodę OMO, więc negatywne skutki oddziaływania kosmetyku są u mnie zminimalizowane. Konsystencja OK, dobrze się pieni.





3-minutowa cudowna, głęboko nawilżająca
odżywka-rekonstruktor do włosów zniszczonych

Nazwa - o ile to możliwe - jeszcze zabawniejsza, niż w przypadku szamponu.
Nie do końca wiem, jak traktować to cudo. Osobiście wszystkie kosmetyki odżywcze trzymam na włosach dłużej, niż trzy minuty, dlatego nie wiem, czy kosmetyk ten należy zaklasyfikować jako maskę, czy jako odżywkę. Przyznam szczerze, że jeżeli byłaby to maska, to działanie miałaby słabe, więc chyba jednak jako odżywkę. Z drugiej strony każda odżywka pozostawiona na 3 minuty na włosach, na których zwykle trzyma się ją krócej da podobny "cudowny" efekt. Gdzie więc niezwykłość? Chyba tylko w interesującym przedstawieniu produktu. Nie mówię, że nie działa - wygładza, zmiękcza i odżywia włosy - ale nie robi tego ani lepiej, ani gorzej niż inne odżywki.
Opakowanie jest fajne, ale kompletnie nieprzydatne w podróży.


Odżywka do suchych, zniszczonych, "trochę nieszczęśliwych" włosów
Podobnie jak pozostałe produkty, odżywka ta nie wyróżnia się na tle innych drogeryjnych kosmetyków. Jest poprawna - po jej użyciu włosy są miękkie, odżywione i gładkie. Moim kosmykom nadaje blasku i pomaga łatwiej je rozczesać. Powodem, dla którego zdecydowałabym się na nią, a nie na kosmetyk innej firmy, byłby zapach, bo ten jest, w mojej opinii, obłędny.

Chciałabym, żebyście dobrze mnie zrozumiały: te kosmetyki nie są ani lepsze, ani gorsze np. od produktów Head&Shoulders, czy Pantene. Uważam po prostu, że wszystkie te produkty są podobne,  mają zbliżone działanie, dlatego nie zamierzam wychwalać pod niebiosa jednego, czy narzekać na drugi. 


Podsumowując: wszystkie przedstawione kosmetyki są dobre, ale nie wyróżniają się na tle innych produktów drogeryjnych. Do ich zakupu mogą przekonać: piękny zapach i wygodne opakowania. Osobiście rozejrzę się za nimi podczas następnych zakupów. 


piątek, 4 stycznia 2013

Syoss smooth relax conditioner - odżywka



Ponieważ od jakiegoś czasu moje włosomaniactwo przeżywa gwałtowny rozkwit, mam dla Was mnóstwo recenzji produktów do włosów - zarówno tych w 100% naturalnych, jak i typowych drogeryjnych. Dziś chciałam Wam opowiedzieć o odżywce do włosów firmy Syoss. Jest ona przeznaczona do włosów niesfornych i puszących się. Z założenia powinna ułatwiać rozczesywanie i wygładzać.
Najpierw przeczytajcie co o produkcie napisał producent:


Na początek chciałam powiedzieć, że ta odżywka to mój pierwszy kontakt z firmą Syoss. Wcześniej myślałam  że marka ta kieruje swoje produkty do profesjonalistów, a ponieważ tego rodzaju kosmetyków dotąd nie używałam (m.in. ze względu na koszty po prostu omijałam półki z etykietami Syoss. Zmieniło się to, gdy moja rodzicielka nabyła odżywkę tej firmy i powiedziała, że ceną nie różni się od innych kosmetyków drogeryjnych. Postanowiłam więc spróbować, bo a nuż okaże się perełką.
Chciałabym dodać, że powodem zakupu nie była bynajmniej obietnica producenta dotycząca ułatwienia w rozczesywaniu oraz wygładzenia włosów, ponieważ takie zadania spełnia praktycznie każda odżywka z silikonami i uważam to za zbędne hasło reklamowe.


Dużą wadą butelki jest fakt, iż nie posiada silikonowego dozownika. W efekcie nakrętka zawsze uwalana jest w produkcie, co widać na powyższym zdjęciu. Sama butelka również nie należy do najszczęśliwszych - im mniej odżywki znajduje się w środku, tym bardziej tylna ścianka wygina się ku przedniej, skutkiem czego wyciskanie staje się coraz trudniejsze.
Jeśli chodzi o działanie, to niestety szału brak. Nie powiedziałabym, że nie daje żadnych rezultatów, ale niczym nie różnią się one od tych uzyskiwanych przy pomocy przeciętnej odżywki innej firmy. Włosy są miękkie i gładkie, ale efekt ten utrzymuje się krócej niż w przypadku np. Head&Shoulders czy Pantene. Oprócz tego zdarza się, że końcówki nie są wystarczająco odżywione (wyglądają na suche, choć takie nie są), co w przypadku innych odżywek po prostu mi się nie zdarza.
Plusem jest to, ze w żaden sposób mi nie szkodzi - nie podrażnia, nie uczula.
Konsystencja typowa - miękka i śliska.
Jak najbardziej do wykorzystania jako pierwsze O w metodzie OMO.


Podsumowanie: Mnie osobiście odżywka podeszła średnio, na moich włosach lepiej sprawdzają się produkty innych firm.


sobota, 26 maja 2012

Odżywka Jantar, czyli o cudownych właściwościach bursztynu ;)



Zabrałam się w końcu za recenzję, którą odkładałam od jakiegoś czasu. Powód? Nie byłam do końca pewna, co powinnam napisać. Skutki stosowania produktu w pełni zauważyłam bowiem, kiedy... przestałam go stosować. ;) Kupiłam Jantar, ponieważ przeczytałam gdzieś, że ktoś pisał, iż produkt ów wzmógł u niego porost włosów. Ostatecznie, jednak zakwalifikować go muszę w inny sposób. Ale trochę się zagalopowałam, więc pozwólcie, że zacznę od początku. 


Na początek wkleję Wam opis produktu ze strony wizaż (o ile pamiętam ten sam opis znajdował się na zewnętrznym, tekturowym opakowaniu, którego jednakże nie mogę Wam pokazać, bo gdzieś go upchnęłam ;)):

Zawiera biologicznie czynne substancje stymulujące porost włosów, aktywny wyciąg z bursztynu, d'panthenol oraz witaminy A, E, F, H. Systematycznie stosowana poprawia metabilozm i dotlenienie cebulek włosów, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Włosy stają się wyraźnie grubsze, lśniące i odporne na uszkodzenia. Odżywka zapobiega rozdwajaniu włosów i chroni przed szkodliwym wpływem środowiska i słońca.

Produkt stosowałam zgodnie z zaleceniami: 3 tygodnie codziennego wcierania, tydzień przerwy i kolejne 3 tygodnie wcierania. Na cały powyższy cykl zużyłam około półtorej buteleczki, którą widzicie na zdjęciu. Zawiera ona 100 ml produktu i jest do kupienia na allegro za mniej niż 10 zł (oczywiście należy doliczyć do tego cenę wysyłki).
Konsystencja: zupełnie jak woda, zapach: kojarzy mi się z Brutalem, lub czymś podobnym, ale trochę ładniejszym.


Początkowo myślałam, że produkt nie robi z moimi włosami nic. Skończyłam kurację nawet nieco zła, że moje starania nie na wiele się zdały. Mniej więcej po miesiącu od "odstawienia" Jantaru zauważyłam jednak pewne zmiany. Po pierwsze: około stycznia tego roku, zaczęły mi dosyć mocno wypadać włosy. Później, mniej więcej w okolicach lutego zaczęłam stosować Jantar i problem jakoś zniknął, na co nie zwróciłam specjalnie uwagi, dopóki ponownie się nie pojawił. ;) Gdzieś na początku maja, znów poczęłam wyjmować ze szczotki co raz większe kulki "kłaczków" (;)),  powiązałam ze sobą fakty i wyszło na to, że za poprawę odpowiedzialny był nie kto inny, jak właśnie Jantar. Obecnie (około 2 tygodnie temu) rozpoczęłam kolejną kurację tym specyfikiem i ponownie zauważyłam poprawę.
Podobnie sprawa miała się z jakością włosa (choć temu akurat nie mogę się nadziwić: z tego, co wiem włos nie "przewodzi" wartości odżywczych z organizmu, więc jak produkt, który stosuję na skórę głowy może wpływać na całość włosów?). Pod koniec zeszłego roku i w styczniu bieżącego - problemy z rozczesywaniem, przesuszone włosy - stosowanie Jantaru - poprawa początkowo z nim nie kojarzona. Podczas bieżącej kuracji nie zauważyłam jeszcze olbrzymiej różnicy, ale wszystko przede mną. ;)
Jeżeli chodzi o porost włosów to będąc ostatnio u fryzjerki i spoglądając na swoje odrosty zauważyłam, że są nieco mniejsze, niż te z okresu stosowania Jantaru. Nie jest to jednak różnica na tyle duża, bym mogła jednoznacznie stwierdzić, że to efekt stosowania opisywanej odżywki.


Podsumowując: to naprawdę działa, choć szczerze powiedziawszy nie wiem jak. ;) Tym niemniej, z całego serca polecam, bo produkt nie drogi, a skuteczny jak mało co!


piątek, 13 kwietnia 2012

Luby za klawiaturą, odcinek 2: Wella Pro Series Conditioner Moisture



Witam, po raz drugi Luby Redhead z tej strony monitora. Biedne dziewczę jest zabiegane, a ja, niczym babiloński król, wygodnie leżę i nic konstruktywnego nie robię, więc zostałem wyznaczony do kolejnej recenzji. Tym razem będą to szampon i odżywka firmy Wella. Jak wiadomo, nawet najbardziej odporny na kosmetyki i produkty pielęgnacyjne chłop głowę jednak czasem myje (mniej więcej trzy razy w roku - na Wigilię, Wielkanoc i rocznicę ślubu) więc dziś raczej nie narażę się na krzywe spojrzenia nawet największych zwolenników teorii "Od brudu jeszcze nikt nie umarł, a od zimna Napoleon armię stracił".
Jako posiadacz włosów nieco dłuższych niż prawdziwie męskie "3 milimetry po bokach, 5 na górze", który do tego skórę głowy ma dość kapryśną (a konkretnie - połowa dostępnych na rynku szamponów powoduje, że łupież sypie się ze mnie jak śnieg z armatki na stoku), poświęciłem całe lata, by znaleźć produkt, który:
- po pierwsze, pozwalałby mi wyjść z domu zaraz po umyciu głowy bez zaprzątania sobie łba jakąś nadmierną stylizacją (bo z wrodzonego lenistwa ograniczam się zwykle do zrobienia sobie na czerepie tzw. artystycznego chaosu za pomocą ręcznika);
- po drugie, nie powodowałby białych połaci złuszczonej skóry na moich ramionach;
I powiem szczerze, że zestaw Wella Pro Series mile mnie zaskoczył.


Jako facet, jestem zwolennikiem prostoty. Stąd też design butelek wyjątkowo do mnie przemawia. Żadnych zbędnych bajerów, jakichś uśmiechniętych kobiet czy kosza soczystych owoców na etykiecie, po prostu logo firmy i kilka napisów, nic więcej. Do tego coś, co mnie osobiście zachwyciło - pojemność. Potężne, półlitrowe opakowanie, może być, co prawda, niewygodne dla delikatnych żeńskich rączek, ale dla męskich łap jest wręcz idealne. Gdyby tylko logo Welli zmieniono z konturu damskiej głowy z falującymi na wietrze włosami na wykrzywioną w grymasie twarz Clinta Eastwooda, każdy mężczyzna, idąc do drogerii po waciki i krem dla swej wybranki, wrzuciłby do koszyka taką piękną w swej zwyczajności, olbrzymią butlę.
Jeśli chodzi o działanie - używam zarówno szamponu, jak i odżywki już dłuższy czas (po raz kolejny należy pochwalić pojemność opakowań) i jak do tej pory nic mnie nie uczuliło, skóra głowy nie swędzi, a gdy machnę energiczniej głową, nikt nie śpiewa "pada śnieg, dzwonią dzwonki sań". Co więcej, autentycznie czuć, już podczas nakładania, że produkt faktycznie działa - włosy są milsze w dotyku jeszcze przed spłukaniem, pomimo, że szampon nie wytwarza kilograma piany na centymetr kwadratowy. Odżywka dodatkowo potęguje ten przyjemny efekt.


Po spłukaniu i przetarciu włosów ręcznikiem właściwie nie trzeba robić nic więcej. Należy nadmienić również, że wrażenie czystości zostaje na długo - nawet jeśli zdarzy się nam z lenistwa bądź braku czasu nie wypucować głowy przez dwa czy trzy dni, nie czujemy się i nie wyglądamy jak trzynastolatek, który postanowił się nie myć po koncercie jakiejś metalowej kapeli.
Wady? Jedna - dozownik. Co prawda wielkość butli (nie mogę się jej nachwalić) sprawia, że nie musimy się martwić o szybkie opróżnienie opakowania, jednak szkoda zobaczyć sporą część wyciśniętego produktu lecącego do odpływu jeszcze przed nałożeniem go na włosy, zwłaszcza, że kosmetyki Welli do najtańszych nie należą. Poza tym, co widać na załączonym zdjęciu, okolice zakrętki są wiecznie ubabrane w resztkach szamponu, czego wyjątkowo nie lubię.
Pomijając powyższy mankament, zestaw z Welli to prawdopodobnie jeden z najlepszych specyfików, jaki mógłbym postawić na prysznicowej półce. Myje, jak należy, nie szkodzi skórze, nie straszy etykietą. Polecam z czystym sumieniem.


Opinia redhead: jak już kilka razy wspominałam, zawsze myję włosy metodą OMO. Używając tego szamponu, stosowałam jako pierwszą odżywkę Isanę z Rossmana.
Szampon dobrze myje włosy, nie wymywa farby. Nie zauważyłam, żeby wysuszał bardziej niż inne szampony. Po jego użyciu włosy są dosyć gładkie, choć osobiście zawsze nakładałam na niego odżywkę. Produkt dobrze radzi sobie ze zmywaniem olejów. Ponadto nie obciąża włosów - stosując go, wystarczyło, że myłam włosy raz na 3 dni (przy innych produktach muszę przeważnie robić to co drugi dzień).
Odżywka radzi sobie bardzo dobrze. Po jej nałożeniu na głowę, włosy prawie od razu są bardzo miękkie i gładkie. Nie spotkałam się nigdy z aż tak szybkim działaniem. Efekt pogłębia się tym bardziej, im dłużej trzymamy produkt na czuprynie. Po spłukaniu włosy nadal pozostają gładkie i odżywione, jednak po wyschnięciu nie są tak lśniące i mocne jak po użyciu odżywek Pantene, czy Head&Shoulders.
Generalnie mogę polecić oba produkty, ponieważ są superwydajne i naprawdę dobrze radzą sobie z codzienną pielęgnacją głowy.

Pozdrawiamy

niedziela, 25 marca 2012

Head&Shoulders: Jedwabista Miękkość - szampon i odżywka



Dziś, w gościnnej recenzji, moja Mama opowie Wam o szamponie i odżywce Head&Shoulders Jedwabista Miękkość, którą testowała przez kilka ostatnich tygodni. Zdecydowałam się oddać ją, ponieważ, mimo iż końcówki moich włosów rzeczywiście są nieco suche, generalny stan czupryny jest niezły. Uznałam, że osoba z bardziej suchymi i szorstkimi włosami będzie mogła lepiej ocenić oddziaływanie produktu.


Zacznę od tego, że moje włosy są naturalnie dosyć mocno kręcone. Obecnie noszę je do ramion, więc nie posiadam na głowie burzy loków, jednakże struktura włosa jest taka, jak przy kosmykach kręconych - a więc naturalnie szorstka (nawet kiedy włosy ogólnie są miękkie i zadbane). W związku z tym moje włosy są dość trudne do ułożenia, a nawet - do wyprostowania. 
Szamponu używałam ok. 2-3 razy w tygodniu. Czasami pomijałam odżywkę, ponieważ według informacji na opakowaniu szamponu - jest to formuła 2 w 1, byłam więc ciekawa, czy po użyciu tego produktu samodzielnie, włosy będą odżywione jak po zastosowaniu odżywki.


Konsystencja szamponu jest dosyć gęsta, treściwa, ale łatwo rozprowadza się na włosach. Wystarczy użyć go naprawdę niewiele, żeby dokładnie pokryć włosy. Ma przyjemny zapach. Moje włosy po jego użyciu solo (bez odżywki) były błyszczące, nie poplątane, łatwo się rozczesywały (nawet bez użycia dodatkowych preparatów do włosów), co w przypadku moich włosów zdarza się rzadko. Oczywiście doskonale czyści włosy i skórę głowy, nie zauważyłam łupieżu, ani osłabienia działania farb do włosów.


Po zastosowaniu szamponu, mniej więcej co drugie mycie nakładałam dodatkowo odżywkę. Co ciekawe jej przednia etykieta posiada napisy w języku rosyjskim. Z tyłu nalepiono już nalepkę z instrukcją w języku polskim.
Odżywka jest gęstsza niż szampon, ale łatwo rozprowadzała się na włosach. Nie trzeba jej długo wmasowywać, ani trzymać na włosach, by zobaczyć efekty. Już po kilku minutach sprawiała, że kosmyki stawały się miękkie i gładkie, a także lśniące. Dzięki temu przy rozczesywaniu nie było żadnych problemów - w zasadzie można by wysuszyć je nawet bez używania grzebienia. Poza efektami wizualnymi zauważyłam, że kosmetyk naprawdę nieźle ożywiał włosy. Zwłaszcza było to widać na końcówkach - były mniej suche i wolniej się rozdwajały, niż miało to miejsce zazwyczaj.


Podsumowując: bardzo polecam tę serię, zwłaszcza osobom o włosach suchych i zniszczonych.

Poza tym chciałam Was przeprosić za kiepską jakość zdjęć. Mój aparat, niestety, szwankuje. Póki co oddałam go do naprawy i będę się musiała zadowolić starym. :) Mam nadzieję, że jakość nie ulegnie pogorszeniu. ;)

wtorek, 14 lutego 2012

head&shoulders: Citrus fresh - szampon i odżywka do włosów



Ostatnio pisałam o szamponie i odżywce head&shoulders z linii Codzienna pielęgnacja (klik). Dziś opowiem Wam w kilku słowach o linii Citrus fresh.


Seria ta zaprojektowana została z myślą o osobach, które mają problem z przetłuszczaniem się włosów. Kiedy byłam młodsza, miałam z tym pewne kłopoty. Teraz z samym przetłuszczaniem problemów już nie mam, ale ponieważ włosy mam długie, nie suszę ich i czeszę się z przedziałkiem na środku, czasem wyglądają na "przylizane", czego bardzo nie lubię. ;) Chętnie zatem korzystam z kosmetyków dla włosów tłustych, ponieważ mam wrażenie, że moja czupryna wygląda po ich użyciu bardziej świeżo i "sypko". ;)


Opakowanie - dokładnie takie samo jak w przypadku serii Codzienna Pielęgnacja. Tak samo podoba mi się pomysł, by butelki ozdobić w taki sposób, by tworzyły całość i tak samo nie podoba mi się fakt że powierzchnia, na której stawiamy odżywkę jest zbyt mała i przewraca się potwornie często. ;) 
Plastik jest na tyle miękki, by nie stwarzać problemów z wyciskaniem, zaś dostatecznie trwały, by nie pękać od upadków.


Konsystencja i ogólny wygląd produktu przypomina mi... płyn Cif. ;) Jednakże na tym podobieństwa się kończą. Produkt jest gęsty, kremowy, bardzo treściwy. Pachnie bardzo ładnie, choć - w mojej opinii - niespecjalnie cytrusowo. ;)
W kwestii działania: na początku chciałam zaznaczyć, że włosy myję metodą OMO (odżywka-mycie-odżywka, zainteresowanych zapraszam do postu o szamponie head&shoulders Codzienna pielęgnacja, oraz tutaj), w związku z czym działanie szamponu jest u mnie mniej zauważalne niż u osób stosujących szampon w "normalny" sposób. ;)
Nie zauważyłam, by kosmetyk przesadnie wysuszał moje włosy. W kwestii mycia - jest naprawdę nieźle! Pomijając już samo "czyszczenie" włosów, włosy pozostają świeże i czyste wyraźnie dłużej niż w przypadku innych szamponów (nawet moich ulubionych Pantene ;)). Przy innych produktach jestem zmuszona myć je mniej więcej co 2 dni. W przypadku tego - mogę wyjść z domu nawet dnia trzeciego. ;)


A teraz o odżywce słów kilka:


W kwestii opakowania - patrz wyżej. ;)


Powyżej króciutki opis zawarty na opakowaniu. Wybaczcie kiepską jakość zdjęcia, ale literki są tak małe, że mój aparat nie jest w stanie uchwycić ich w sposób wyraźniejszy. 


Działanie? Po pierwsze (i dla wielu z Was zapewne najważniejsze ;)) absolutnie nie obciąża włosów - przynajmniej moich. ;) Po drugie - rewelacyjnie je pielęgnuje. Zostawiałam ją na włosach - jak zwykle - na około 5 minut. Po tym czasie, już podczas spłukiwania, dało się wyczuć, że włosy są wyraźnie bardziej miękkie, delikatne tak, że dosłownie "przelewają się" przez palce. Odżywka bardzo ułatwia rozczesywanie, a wysuszonym włosom nadaje pięknego, naturalnego, zdrowego blasku (uwielbiam to !). 


Podsumowując: znowu jestem na tak! Tę serię lubię chyba nawet bardziej niż Codzienną pielęgnację, ponieważ wydłuża okres między jednym myciem, a drugim. Polecam!

sobota, 21 stycznia 2012

Head&Shoulders: Codzienna Pielęgnacja - szampon i odżywka do włosów



Dziś kilka słów o kosmetykach, które jakiś czas temu otrzymałam do testów od firmy Head&Shoulders.  W pierwszej kolejności postanowiłam przetestować linię o nazwie "Codzienna pielęgnacja", z racji tego, że moje włosy nie są przesadnie problematyczne, a ten szampon nadaje się chyba właśnie do takich.


Zmiany szamponu nie bałam się tak bardzo jak zmiany odżywki (osoby, które czytają mojego bloga wiedzą, że jeżeli chodzi o włosy, prym wiodą u mnie kosmetyki Pantene i niechętnie odstępuję od ich stosowania). O tym, jak wyglądały efekty używania Head&Shoulders opowiem za chwilę, a tymczasem kilka informacji ogólnych. ;)


Szampon jest zamknięty w wygodnej, plastikowej butelce. Plastik jest gruby, więc nie ma obaw, że jeżeli opakowanie spadnie, stracimy bezpowrotnie połowę kosmetyku. ;) Szampon w połączeniu z odżywką dają ciekawy efekt - symbole z obydwu butelek łączą się w jeden wzór. Poza tym design jest prosty i czytelny - tak jak lubię. ;)


Konsystencja szamponu jest bardzo treściwa, gęsta i kompletnie inna niż te, których używałam dotąd. Jest bardzo kremowy. Z powodu treściwej konsystencji jest nieco mniej wydajny niż np. moje ulubione Pantene, jednakże nie jest to różnica na tyle duża, by kierować się nią dokonując zakupów. 


Włosy myję metodą OMO (zainteresowanych odsyłam do tej notki). W związku z tym działanie szamponu na moje włosy jest zapewne nieco mniej zauważalne, ale i tak jestem bardzo zadowolona z efektu. Szampon świetnie myje włosy, nie wysusza ich, nie sprawia, że są "oklapłe". Nie zmywa farby do włosów szybciej niż inne, włosy po jego użyciu dobrze się rozczesują. Generalnie - bardzo przyjemny kosmetyk. Nie bez powodu jednak szampon i odżywka są prezentowane jako całość - dlatego - odsyłam do końca postu, gdzie omówione zostanie działanie kosmetyków jako kompletu. ;)


Odżywka zamknięta jest w opakowaniu dopasowanym do szamponu, jednak nieco mniej praktycznym. Dlaczego? Ponieważ zostało zaprojektowane tak, że da się je postawić jedynie na wieczku, które ma mniejszą powierzchnię, a co za tym idzie - stoi nieco mniej stabilnie. Nie jest jednak olbrzymi problem, zwłaszcza, że - jak już wspominałam -  butelka jest wykonana bardzo solidnie. Zarówno opakowanie szamponu, jak i odżywki mieszczą po 200 ml.


O ile konsystencja szamponu Head&Shoulders, znacznie różniła się od konsystencji swojego poprzednika, o tyle odżywka jest dosyć podobna (co przyjęłam z olbrzymią ulgą, ponieważ taką formę lubię najbardziej). Jest dosyć kremowa, ale jakby luźniej "związana" niż szampon. Jest bardzo gładka - już podczas nakładania na włosy, wygładza je, sprawiając, że są superprzyjemne w dotyku. Odżywkę nakładam na całą długość włosów (ale nie na samą głowę ;)), odrobinę wmasowuję i zostawiam na co najmniej 5 minut. Jak mają się włosy po takim zabiegu?


Już podczas spłukiwania włosy są wyczuwalnie miększe, idealnie gładkie. Dosłownie przelatują przez palce. ;) Rozczesywanie po użyciu opisywanych dziś kosmetyków to czysta przyjemność. ;) Produkty nie obciążają włosów, sprawiają, że są puszyste (ale nie puszące ;)), podniesione i nie przetłuszczają się. I co najważniejsze: lśnią! Utraty tego efektu obawiałam się najbardziej, kiedy przerzucałam się na tę odżywkę, ponieważ można powiedzieć, że na produktach tego typu zęby zjadłam i mało który zadowalał mnie w tej kwestii. Miło wiedzieć, że jest odpowiednik, na który można się przerzucić w ramach zmiany rutyny.


Podsumowując: jestem na TAK! Kosmetyków do włosów nie zmieniałam mniej więcej od 3 lat, ponieważ nie potrafiłam znaleźć równie dobrych. Te zadowalają mnie w pełni. Polecam.

Dziękuję firmie Head&Shoulders za możliwość przetestowania ich produktów.
Na moją opinię nie wpływa fakt, że produkt został wysłany mi do recenzji.

środa, 28 grudnia 2011

Współpraca: head&shoulders


Jeszcze przed świętami odezwała się do mnie pani Kasia reprezentująca firmę head&shoulders. Już dziś przyszła do mnie paczka z nowymi produktami pochodzącymi z ich oferty. Znalazłam w niej kosmetyki z 3 linii:


Linia Jedwabista Miękkość - z dodatkiem składników nawilżających, do włosów zniszczonych i puszących się.


Linia Citrus Fresh - przeznaczona do włosów przetłuszczających się, dokładnie oczyszcza skórę głowy i włosy, zapewniając im lekkość, świeżość i orzeźwiający cytrusowy zapach.


Codzienna pielęgnacja - klasyczna linia kosmetyków przeciwłupieżowych do włosów normalnych. Tak łagodna, że może być stosowana codziennie

Zapraszam, już niedługo recenzje!

Opisy kosmetyków pochodzą z wiadomości przesłanych przez firmę head&shoulder.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...