wtorek, 20 marca 2012

TAG: Muszę to mieć!


Zostałam zaproszona do kolejnego TAGu. Bardzo się cieszę, ponieważ uwielbiam je! :)
Tym razem zaprosiła mnie Babskipunktwidzenia, za co bardzo jej dziękuję.


Zasady tagu:
1. Napisz kto Cię otagował i zamieść zasady.
2. Zamieść baner tagu i wymień 5 rzeczy, które znajdują się na Twojej liście kosmetycznych zakupów. Wymień rzeczy, które zamierzasz kupić bądź te, które chciałabyś mieć.
3. Staraj się myśleć kreatywnie i nie przepisywać odpowiedzi od innych.
4. Krótko wyjaśnij swój wybór. Możesz także wkleić zdjęcie każdego kosmetyku.
5. Zaproś do zabawy 5 lub więcej blogerek.

Rzeczy, które mi się marzą:
1. Meteoryty Guerliana

Marzą mi się od dawna. Kilka prób, których dokonałam przy ich pomocy w drogeriach wypadło tak wspaniale, że mam na nie jeszcze większą ochotę niż kiedykolwiek.

2. Podkład Complexion Perfector od Pixie


Co tu dużo mówić: przywykłam do minerałów, a te wyjątkowo mi służą. Muszę tylko wybrać któryś kolor z posiadanych przeze mnie próbek.

3. Dobry mineralny korektor. Zdjęcia brak, ponieważ jeszcze nie wiem jaki. Z resztą póki co muszę wykończyć te, które mam. A dlaczego mi się marzy? Ponieważ przetestowałam w ostatnich miesiącach wiele "zwykłych"i nie znalazłam idealnego. Postanowiłam zatem spróbować minerałów. :)

4. Paletka cieni do powiek Urban Decay
Najbardziej marzyła mi się Book of Shadows z Alicji w Krainie Czarów, ale jej już niestety nie uda mi się dostać. Kto wie, może nawet skuszę się teraz - zauważyłam, że na stronie UD jest na nią przecena. :)

5. Serum rozjaśniające Bioderma White Obiective Serum


Marzy mi się to serum, ponieważ zdarza mi się mieć problemy z przebarwieniami, a ponieważ posiadam duże zaufanie do firmy, byłabym wstanie wydać na niego tę niemałą kwotę, której życzy sobie producent. :)

Taguję:

Wszystkie zdjęcia użyte w poście (poza zdjęciem Meteorytów) zostały pobrane ze stron internetowych firm (po kliknięciu prawym klawiszem pojawia się możliwość zobaczenia adresu). Meteoryty posiadają stronę we flashu, więc pobranie zdjęcia jest niemożliwe. Wykorzystane przeze mnie zdjęcie uważam za zdjęcie promocyjne firmy. Jeżeli ktoś ma inne informacje, proszę o informację w komentarzu.


poniedziałek, 19 marca 2012

Essence: souffle touch blush - róż do policzków




Dziś opowiem Wam pokrótce o jednej z nowości Essence - różu do policzków w żelu. W ofercie znalazł się on w 3 kolorach: 010 - fresh apricot, 020 - frozen strawberry, 030 - cold wildberry. Osobiście zdecydowałam się na truskawkę, ponieważ wydała mi się najbardziej intensywna. Wszystkie posiadane przeze mnie róże są raczej delikatne, chciałam spróbować czegoś innego. ;)


Produkt zamknięty jest w dosyć sporym słoiczku. Umożliwia to "unurzanie" w nim praktycznie każdego pędzla. Oczywiście posiadanie specjalnych akcesoriów do makijażu nie jest konieczne - produkt doskonale nakłada się również przy pomocy palców. :)
Konsystencja jest bardzo miękka, ale zwarta, raczej nie rozpływa się ani na palcach, ani na twarzy. Przypomina mi w dotyku jakiś mus owocowy. Kolor może wydawać się przerażający - pewnie wiele z Was myśli, że umalowanie się nim to sztuka. Nic bardziej błędnego. Po nałożeniu należy dłuższą chwilę wmasowywać kosmetyk w skórę, by uzyskać jakikolwiek efekt. "Kleks", który pokazuję na poniższych zdjęciach to dosyć duża ilość produktu, a same widzicie, że rezultat jest bardzo delikatny.


Jeżeli chodzi o "zachowanie" na skórze: wyczytałam na kilku blogach, że dziewczyny narzekają, że produkt się waży. Proponuję spróbować mojej metody: nakładajcie go przed zaaplikowaniem pudru. Ja generalnie mam taką zasadę, że na produkty suche (jak puder, czy róż w kamieniu) nie kładę już nic "mokrego" - myślę, że to dlatego udało mi się uniknąć problemów z różem.
Produkt posiada bardzo intensywny, ale raczej przyjemny zapach.
Jedyne, co mam mu do zarzucenia to fakt, że nakłada się nierównomiernie. Zobaczycie to z resztą na poniższych zdjęciach. Nie mówię, że zdarza się to każdorazowo, ale faktem jest, że co któreś użycie, tak właśnie się kończy. Nie umiem powiedzieć dlaczego - zwłaszcza, że kosmetyku zawsze używam w ten sam sposób.



Podsumowując: ten róż to fajny i wygodny kosmetyk. Myślę, że wbrew pozorom, dobrze sprawdzi się dla osób rozpoczynających przygodę z konturowaniem. Przez większość czasu dobrze się rozprowadza i daje naprawdę delikatny efekt, co może być bardzo przydatne nie tylko dla początkujących. Polecam!

niedziela, 18 marca 2012

Lacoste: Touch of pink - perfumy



Dziś kilka słów o jednym z moich ukochanych zapachów (konkretnie: drugim ulubionym. O tym najukochańszym postaram się napisać niedługo). Po pierwsze chciałam Was przeprosić za wygląd buteleczki, ale służy mi już prawie od 5 lat (baardzo oszczędzam te perfumy ;), a w zasadzie wodę toaletową) i najzwyczajniej w świecie trochę się zużyła. ;)


Nuta głowy: kardamon, kolendra, pomarańcza
Nuta serca: fiołek, wczesna marchew, jaśmin
Nuta bazy: piżmo, wanilia, drzewo sandałowe

Zapach jest bardzo słodki i orzeźwiający. Uważam go za jeden z najbardziej dziewczęcych, delikatnych i czystych, jakie zdarzyło mi się wąchać (doskonałe perfumy na prezent dla nastolatki!). Woń jest bardzo letnia, superoptymistyczna - spryskanie się kilkoma kroplami z tego flakonu sprawia, że mój dzień jest lepszy. ;) W pierwszej chwili zapach jest intensywny, wydaje się być ciężki, ba - prawie wieczorowy! Już po chwili ulatnia się i na czoło wysuwa się pomarańcza. W mojej opinii to ona definiuje ten zapach, osobiście jest dla mnie najbardziej wyczuwalną nutą. Mimo iż należy do nuty głowy nie ulatnia się nawet po dłuższym czasie (przynajmniej ja ciągle ją czuję ;)). Zapach jest oczywiście bardzo trwały. Kiedy wącham ubrania, które przeszły perfumami na drugi dzień, na czoło wysuwa się (według moich zmysłów) drzewo sandałowe. 



Wiem, że zatyczka na powyższym zdjęciu wygląda na ultrabrudną, ale w rzeczywistości tak nie jest. ;) Jest po prostu nie do końca przezroczysta i zasadzona na buteleczkę daje właśnie taki efekt. 

Podsumowania dziś nie będzie. ;) Perfumy to tak indywidualna sprawa, że nikomu nic polecić nie mogę. Powiem tylko tyle, że jeżeli lubicie świeże, dziewczęce, orzeźwiające zapachy, to polecam spróbować Touch of pink kiedy następnym razem będziecie w drogerii.


sobota, 17 marca 2012

Wella Pro Series Treatment Moisture + marcowe włosy


Wiecie doskonale, jak bardzo dbam o swoje włosy. ;) Każdy kto kiedykolwiek zapuszczał włosy wie, jak trudno jest rozstać się z każdym centymetrem. Po dłuższym czasie zapuszczania odżywki przestają być wystarczające. Wtedy sięgam po maski. Produkty te są w stanie naprawdę niesamowicie odbudować nasze włosy. Dziś opowiem Wam o tej, którą aktualnie stosuję.


Maska zamknięta jest w dokładnie takim samym opakowaniu, jak wszystkie inne, których przyszło mi w życiu używać. Opakowanie nie jest pewnie najpraktyczniejsze (jak każde, do którego trzeba wkładać paluchy ;)), bo produkt na pewno szybciej się psuje. Z drugiej strony maska to coś, co u mnie "schodzi" naprawdę ekspresowo, dlatego nie martwię się tym specjalnie. Wyjmowanie i nakładanie na włosy nie jest problematyczne i to się dla mnie liczy. ;)


Starałam się zrobić zdjęcie informacjom, które producent zawarł na opakowaniu, ale czcionka była tak mała, że nie dałam rady. Pozwolę sobie zatem zacytować:
Przeznaczona jest do suchych, puszących się włosów. Pomaga zachować naturalne nawilżenie, nadając włosom miękkość i gładkość. Jej 1 minutowa nawilżająca formuła wygładza włosy pozostawiając je miękkimi jak jedwab. Ochrona i nawilżenie dla perfekcyjnego wyglądu. 
Włosów puszących się nie mam, ale suche z pewnością - zwłaszcza na końcówkach.


Zacznę może od tego, że wbrew zaleceniom producenta nie trzymałam jej na włosach przez 1 minutę. Uważam, że to bez sensu - na 1 minutę to można sobie nałożyć odżywkę do spłukiwania, natomiast maskę trzeba trzymać dłużej (wiem, że nie każdy musi się z tym poglądem zgadzać, ale jest to moje głęboko zakorzenione przekonanie i zdania nie zmienię!). Trzymałam więc ją różnie - od 15 do 30 minut pod folią aluminiową. Po takim zabiegu solidne spłukiwanko i pozostawienie czupryny samej sobie, by mogła wyschnąć w sposób najbardziej naturalny.
Efekty? Włosy są nawilżone, lejące, same przelatują przez palce. Rozczesywanie nie jest najmniejszym problemem, a czupryna fantastycznie lśni. Końcówki są dobrze odżywione i nie plączą się jeszcze przez kilka dni od użycia. Na drugi dzień fryzura nie jest oklapła.
Z tego, co wyczytałam w składzie znajdują się silikony. Co kto lubi - mnie tam one nie straszne. Analizę całego składu znajdziecie tutaj.


Jeszcze kilka słów o formule: maska jest gęsta, treściwa, ale jednocześnie bardzo wilgotna i mokra. Doskonale przywiera do włosów stwarzając wokół nich przyjemną, delikatną osłonę. Nakładam jej na włosy dosyć dużo. Stan, który widzicie na zdjęciach (a więc trochę ponad połowę słoika) to efekt trzykrotnego użycia na moich dosyć długich i gęstych włosach.
Zapach: piękny, słodki, bardzo "włosowy" (a raczej fryzjerski ;)).


Podsumowując: bardzo polecam tę maskę. Pozwala dobrze "zreanimować" zmęczone włosy. Piękny zapach i dobra konsystencja sprawiają, że jest prosta i przyjemna w użyciu.

Postanowiłam przy tej okazji dodać zdjęcie moich włosów i wprowadzić kategorię: "włosy miesiąca". Regularnie będę wrzucać zdjęcia pokazujące efekty mojego zapuszczania i dbania o włosy. Wybaczcie słabą jakość dzisiejszego zdjęcia, ale na pomysł wpadłam dopiero przed chwilą. ;)


Mały komentarz do zdjęcia: moim aktualnym celem jest stopniowe wyrównywanie włosów, celem zlikwidowania efektów stopniowania. Będę to robić baaaardzo powoli, ponieważ nie chcę z dnia na dzień stracić zbyt dużo na długości. ;)

piątek, 16 marca 2012

Moje ulubione "wieczorowe" pomadki



Jakiś czas temu pokazywałam Wam moje ulubione codzienne pomadki [klik], dziś przyszła pora na te bardziej wieczorowe. ;) Jest ich mniej, ponieważ mimo iż zdecydowane kolory bardzo lubię, na miano ulubionego trzeba sobie zasłużyć. Mam więc całe mnóstwo szminek w bardzo fantazyjnych kolorach, których używam i to nawet często, ale najzwyczajniej w świecie nie lubię ich aż tak, jak te, które pokażę dziś.











Kilku kolorów jeszcze szukam (ot choćby idealnego odcienia pomarańczu, czy malinowej czerwieni), ale generalnie jestem zadowolona z tych kilku cudeniek, które dziś Wam pokazałam. ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...