Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stópki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stópki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Zdzieraj stopę, czyli rzecz o dwóch peelingach

O tym, że stopy muszą być ładne wie każdy. O tym, że bardzo rzadko takie są - również. O tym, że nic się samo nie zrobi już najwyraźniej nie wie każdy. Bo nie trzeba być narzeczoną Quentina Tarantino, żeby trochę o tę część ciała zadbać.


wtorek, 19 lutego 2013

Spa od Bielendy za grosze



Kiedyś namiętnie kupowałam i recenzowałam produkty do stóp. Myślę, że przez pierwsze pół roku działalności bloga pojawiło się ich tutaj co najmniej 10. Nakupowałam tego tyle, że przez ostatni rok zużywałam wszystko, co wcześniej zrecenzowałam. :) Ostatnio w końcu udało mi się wykończyć tę masę, więc stanęłam przed koniecznością nabycia nowych kosmetyków do pielęgnacji stóp. Miałam ochotę na prezentowane tu kiedyś krem i peeling z Biedronkowego BeBeauty, ale jakoś nie umiałam na nie trafić. Któregoś dnia podczas zakupów uznałam, że biorę w ciemno cokolwiek będzie najtańsze w sklepie, w którym akurat byłam, bo moim zdaniem w kwestii produktów do pielęgnacji stóp, nie ma sensu przepłacać. Okazało się, że bez żadnych promocji najmniej kosztowała Bielenda. Za każdy z kosmetyków zapłaciłam jakoś w okolicach 4,29 zł.




Obydwa kosmetyki zamknięte są w typowych tubach. Ich pojemność jest nieco większa, niż normalnie - mieszczą po 125 ml. Są zamykane na zatrzask, a plastik, z którego są zrobione jest wytrzymały, więc upadki im niestraszne. 

Peeling konsystencją i ogólnym wyglądem (możecie je zobaczyć na ostatnim zdjęciu) przypomina mi żel na trądzik. :) Na tym jednakże kończą się podobieństwa, ponieważ drobinki ścierające są bardzo ostre i twarde i jest ich mnóstwo. Jest to chyba najmocniejszy peeling jaki miałam. Może jedynie wzmiankowany BeBeauty był lepszy. ;) Zapach jest ładny - odświeżający i delikatny.



Po prawej możecie przeczytać opis producenta, oraz skład. Zdjęcie powiększa się, więc wszystko powinno być czytelne.

Działanie peelingu jest rewelacyjne. Porządnie i bezlitośnie zdziera wszystko, co chciałybyśmy, aby zostało zdarte jednocześnie nie podrażniając skóry. Moim zdaniem regularnie stosowany poradzi sobie nawet z bardzo twardym naskórkiem i to bez pomocy tarek i innych cudów, których używa się do pedicure'u. Radzę uważać nakładając go na górną części stopy, gdzie skóra jest delikatna, bo może ją podrażnić. Po zastosowaniu peelingu skóra jest miękka, delikatna i dobrze przygotowana na przyjęcie kremu.





Krem ma miękką i delikatną, ale bardzo treściwą konsystencję. Kojarzy mi się z surową bezą. :D Od razu zyskał moje zaufanie, bo uważam, że produkty, które nakładamy na problematyczne strefy powinny być konkretne. Rozprowadza się dobrze. Pierwsza porcja szybko wnika skórę, więc jeżeli nam się spieszy wystarczy posmarować stopy cieniutką warstewką. Jeżeli zamierzamy odżywić stopy silniej, dokładamy drugą warstwę, chwilę masujemy, a dla poprawy efektu nakładamy bawełniane skarpetki. Najlepiej spędzić w nich noc.




Jestem bardzo zadowolona z działania tego kremu. Zmiękczone i odświeżone peelingiem stopy chłoną go jak szalone, a kiedy ten proces zakończą, skóra jest tak mięciutka, jasna i delikatna, że aż chce się założyć sandałki. ;-) Po użyciu tego kremu nawilżone są nie tylko wierzchnie warstwy skóry, ale całość. Jest to dla mnie ważne, bo już kilka razy trafiłam na kremy, które zmiękczają i pielęgnują zewnętrzną powłokę, a kiedy mocniej naciśniemy ją palcem, da się wyczuć, że pod spodem skóra nadal jest twarda i zrogowaciała.
Tak prezentuje się konsystencja kosmetyków:


Podsumowując: pomijając Biedronkowe BeBeauty, ten zestaw ma zdecydowanie najlepszy stosunek jakości do ceny, jaki w życiu udało mi się upolować. Za mniej niż 10 złotych dostajecie dwa kosmetyki, z których jeden zedrze ze stóp wszystko, co jest im zbędne, a krem odżywi wszystkie warstwy skóry. Zdecydowanie polecam!


poniedziałek, 26 listopada 2012

Avon Foot Works Healthy - porządny krem do stóp



Już od dłuższego czasu mam ochotę na recenzję kolorówki, ale szczerze powiedziawszy ie mam nawet nic nowego, co miałabym ochotę opisać. Trzeba przyznać, ze trochę zmądrzałam i przestałam nabywać szalone ilości kosmetyków kolorowych, które skazane są li i jedynie na zmarnowanie, bo nie ma takiej siły, by ktokolwiek (może z wyjątkiem osoby, która nakłada makijaż 50 osobom dziennie) był w stanie zużyć taką ich ilość.
Z drugiej strony ostatnio trafiam  na całe mnóstwo kosmetyków do pielęgnacji, które są naprawdę rewelacyjne i po prostu chcę się nimi z Wam podzielić.


W każdym razie, dzisiaj chciałam Wam pokazać kosmetyk firmy, której na ogół się u mnie nie uświadczy. Nie zamawiam z Avonu nie dlatego, że żywię jakąś szczególną awersję do tej firmy, ale dlatego, że lubię pomacać kosmetyk przed zakupem. Kupowanie kosmetyków to jeden z moich największych poprawiaczy humoru, więc nie chcę odbierać sobie przyjemności buszowania w drogerii, zwłaszcza, że alternatywą jest przeglądanie katalogu, który nie dość, że jest w 2D to jeszcze nie pozwala cieszyć zmysłu powonienia. :P Ten krem mogłam przetestować tylko dlatego, że odwiedzając dom rodzinny ustawicznie zapominam (a w istocie wcale nie zapominam, tylko specjalnie nie biorę, bo nie chce mi się dźwigać) o zabraniu tej części mojej pielęgnacji. 
Mam dzisiaj chyba dzień dygresji. ;) Od teraz postaram się trzymać tematu. :)
Na początek przeczytajcie co o kosmetyku mówi producent:


Nie jest tego wiele, a w dodatku nie mogę nawet pokazać Wam składu, bo mimo iż uchwyciłam go na zdjęciu, to obecnie już go nie posiadam, ponieważ podczas obrabiania zdjęć słuchałam sobie książki Meg Cabot "Topmodelka 3" odczytywaną przez Narzeczonego i jakoś zupełnie bez pomyślunku wycięłam.
Krem zamknięty jest w miękkiej i elastycznej tubce w porządnego plastiku. Tubka jest odkręcana, generalnie w tej kwestii nowatorstwa brak. Design opakowania podoba mi się, bardzo lubię wszelkie morskie i zielone odcienie. Stópki są urocze, zwracają uwagę i od pierwszego wejrzenia pozwalają zorientować się jaką treść zawiera opakowanie.


Konsystencja tego kremu jest dużo gęstsza, niż innych tego typu kosmetyków (z tymi z Avonu włącznie). Jest to duża zaleta z dwóch powodów: po pierwsze - krem nie leje się, jest wydajny, a góra tubki zawsze pozostaje czysta, a po drugie - bardziej treściwe konsystencje (przynajmniej w moim odczuciu) są bardziej nawilżające, wchłaniają się dłużej i głębiej. Krem jest jakby żelowy, nie w pełni biały, ale jakby trochę przezroczysty.
Zapach: bardzo przyjemny. Lekko miętowy, zasadniczo nie rzucający się w nos.
Masowanie stóp przy użyciu tego kremu należy do najprzyjemniejszych zabiegów w mojej rutynie. Przez to, że produkt jest treściwy stopy zyskują odpowiedni poślizg, więc masaż nie jest męczący.
Po użyciu kosmetyku, na stópki zawsze zakładam skarpetki i tak chodzę. Po ich zdjęciu stopy są odczuwalnie miększe, dużo gładsze i po prostu ładniej się prezentują. Wydaje mi się, że ten krem naprawdę bardzo porządnie i dogłębnie je nawilża, ponieważ efekt utrzymuje się u mnie przez co najmniej dwa dni (w tym jedną do dwóch kąpieli).


Podsumowując: krem Avon foot works healthy znajduję bardzo przyjemnym i chętnie do niego wrócę. Porządnie nawilża, ładnie pachnie i posiada konsystencję która jest prosta w stosowaniu. Polecam.


wtorek, 19 czerwca 2012

No36 - peeling do stóp




Kiedy pokazałam ten produkt przy okazji prezentacji którychś zakupów, wiele z was napisało, że jest słaby i nieprzydatny. Przyznam szczerze, że trochę mnie to zniechęciło, ale postanowiłam spróbować i tak. I udało mi się znaleźć zastosowanie.
Opakowanie jak opakowanie - plastikowe, z dozownikiem, nawet wygodne, ale nic odkrywczego (co tu zresztą jest do odkrywania). Cena niska, ok 6 zł (a może nawet mniej). Zapach delikatny, lekko cytrynowy, ale praktycznie niezauważalny. Pojemność - 100 ml.


Konsystencja jest w porządku, kremowa, dość gęsta i bardzo wydajna. Cząsteczki ścierające są drobne, i, wbrew pierwszemu wrażeniu, jest ich sporo (a wrażenie to bierze się stąd, że mają one zróżnicowaną wielkość - tych większych, dobrze wyczuwalnych jest niewiele, w przeciwieństwie do małych i delikatniejszych). W związku z powyższym działanie produktu jest dosyć subtelne, stąd zapewne negatywna opinia wielu z was na jego temat. Przyznam, że jeśli miałabym używać go w zimie, kiedy o stopy dbam mniej regularnie, to też uznałabym go za bubel, ponieważ nie radziłby sobie ze skórą peelingowaną raz na tydzień. Jednak w lecie, kiedy stopami zajmuję się niemal codziennie, jest strzałem w dziesiątkę. Delikatnie usuwa wszystko, co nagromadziło się od poprzedniego "sprzątania", a jednocześnie nie przyzwyczaja stóp do ostrego "zdzierania". ;)
Dobrze przygotowuje skórę na przyjęcie kremu i generalnie nieźle się go używa.


Podsumowując: na lato i dla osób systematycznych - jak najbardziej polecam. Ci, którzy o stopy dbają rzadziej, acz intensywniej, słusznie uznają ten produkt za niewystarczający dla ich potrzeb.


wtorek, 20 września 2011

Avon: Foot Work - krem do stóp




Wielokrotnie wspominałam, że kremów do stóp mam na prawdę wiele - postanowiłam wziąć się za recenzowanie ich. :)
Ten zakupiła moja mama, a ja wzięłam go, ponieważ spodobał mi się nadruk na opakowaniu.
 Kosmetyk jest zamknięty w standardowej tubce, zatrzask działa bez zarzutu. Tubka zawiera 75 ml produktu. Krem pachnie intensywnie miętą, zapach jest o wiele mocniejszy niż w opisywanym niedawno BeBeauty.


Powyżej da się dojrzeć "wersję polską", ale jak widzicie nie ma tam zbyt wielu informacji. ;)


Jak widzicie na powyższym zdjęciu, kosmetyk ma dosyć gęstą formułę. Często to pierwsza oznaka, że będzie treściwy, a więc taki, jakiego moje stopy potrzebują. Krem jest bardzo gładki, idealnie wsiąka w stópki. Możemy nałożyć go na prawdę sporo, ponieważ pierwsza aplikowana dawka szybko "znika" i możemy nałożyć "na zapas", tak by uzyskać działanie nie tylko doraźne, lecz pozostawiające długotrwały efekt.
A jak z tym efektem? Stópki są odżywione i zmiękczone już po chwili od użycia. Kiedy pierwsza warstwa wsiąknie, stopy są już w odczuwalnie lepszym stanie. Jeżeli zdecydujemy się na bardziej intensywne stosowanie - czyli więcej kremu i bawełniane skarpetki pozostawione na całą noc - nasze stopy będą w naprawdę rewelacyjnej kondycji. Wszelkie wysuszone skórki znikną, skóra na piętach wygładzi się i zmięknie, a paznokcie będą mocne i estetyczne. Efekt powinien się utrzymywać przez co najmniej dwa w porywach 3 dni. 


Krem do stóp Avon to kolejny dobry kosmetyk tego typu. Jednakże efekt ten nie jest jakoś wyraźnie lepszy od tego, który daje nam opisywany kilka dni temu krem BeBeauty. W związku z tym - co do zasady krem polecam, ale da się znaleźć porównywalne odpowiedniki w niższej cenie.

Pozdrawiam!

Przepraszam, że ostatnio nie komentuję waszych blogów regularnie, a w notkach dotyczących makijażu nie daję żadnych prezentacji ich możliwości, ale mam dziś przed sobą na prawdę trudny egzamin i każdą wolną chwilę poświęcałam na naukę. ;) Życzcie mi szczęścia. ;)

środa, 14 września 2011

BeBeauty: krem do stóp i paznokci

Zgodnie z obietnicą dodaję dziś drugą część posta dotyczącego pielęgnacji stóp przy pomocy produktów Foot Expertiv Biedronki. Wczoraj opisywałam peeling, dziś przyszła kolej na krem do stóp i paznokci.


Krem, podobnie jak peeling jest zamknięty w wygodnej, plastikowej, solidnej tubce, która mieści 75 ml produktu. Opakowanie ma przyjemny, relaksujący, fiołkowy kolor. Podobnie jak opakowanie peelingu jest ono proste, przejrzyste i funkcjonalne. Kosmetyk kosztuje ok. 3 zł.


Zapach niestety dość mocno kojarzy mi się z cytrynowym płynem do naczyń. Z drugiej strony nie jest on na tyle intensywny, by unosić się w powietrzu, więc zupełnie mi on nie przeszkadza. Szczerze powiedziawszy do niedawna byłam pewna, że jest po prostu miętowy. Byłam zdziwiona kiedy teraz powąchałam kosmetyk w tubce i pachniał on w ten sposób.


Powyżej sposób działania i opis składników kremu.
Konsystencja kosmetyku jest bardzo kremowa, gładka bardzo przyjemna w dotyku. Dobrze rozprowadza się po stópkach, ale dosyć wolno w nie wnika.
Produkt stosuję zawsze w ten sam sposób: po masażu stóp peelingiem wklepuję go w stopy i zakładam bawełniane skarpetki, by produkt mógł sobie "na spokojnie" wniknąć w stopy. Czasem zostawiam go na całą noc, a czasem tylko na kilka godzin - zależy jak wiele mam czasu.
Po użyciu kremu stopy są jeszcze bardziej miękkie i delikatne niż po działaniu peelingu. Co ciekawe nie jest to miękkość chwilowa - efekt utrzymuje się nawet przez kilka dni. Jak już pisałam, cały zabieg stosuję mniej więcej podczas co drugiej kąpieli. Przeważnie efekt jest odczuwalny aż do kolejnego użycia. 
Stopy są dobrze nawilżone, przyjemne w dotyku. Osobiście nigdy nie miałam problemów z pękającą skórą - nie wiem, czy z takim wyzwaniem krem by sobie poradził, ale do moich potrzeb sprawdza się znakomicie.


Podsumowując: po raz kolejny jestem "na tak". Jest to pielęgnacja na każdą kieszeń i każdemu ją polecam.

Zrecenzowałam już wszystkie produkty Biedronki jakie posiadałam. Jestem z nich na tyle zadowolona, że na pewno będę odwiedzać ten sklep często. Jestem pewna, że znajdę kolejne kosmetyczne cuda w świetnych cenach.

wtorek, 13 września 2011

BeBeauty: peeling do stóp

Serię produktów do stóp polecałam już w poście o hitach kosmetycznych za niewielką cenę. Dziś i jutro postaram się opowiedzieć wam o tym, jak przy ich użyciu dbam o swoje stopy. 
Na serię składa się peeling i krem do stóp.


Olbrzymią zaletą tych kosmetyków jest oczywiście ich cena. Zarówno jeden jak i drugi kosztują ok. 4,50 zł. To tylko trochę więcej niż jedna saszetka z Bielendy opisywana tutaj. 


Peeling jest zamknięty w tubce mieszczącej 75 ml produktu. Opakowanie jest solidne, zatrzask trzyma mocno. Kosmetyk pachnie intensywnie miętą jak wiele produktów do stóp.


Z tyłu opis produktu oraz sposób działania. Opakowanie jest estetyczne i czytelne.
Kosmetyk posiada bardzo wiele ostrych drobinek ścierających. Jest to dokładnie to czego trzeba wysuszonej skórze stóp. Oczywiście peelingu nie można stosować na żadną inną część ciała, odradzam nawet używania go na wierzchnią część stopy, ale do pielęgnacji podeszwy - nadaje się idealnie. Jeżeli macie problem z odstającymi skórkami - peeling poradzi sobie z nimi znakomicie. Masaż przy jego użyciu jest bardzo przyjemny, a po użyciu skóra jest rewelacyjnie odświeżona. Po wspomnianych suchych skórkach nie ma śladu, skóra staje się bardzo miękka, nawet na piętach. 
Produkt jest wydajny. Opakowanie, którego posiadam obecnie, mam od dwóch tygodni, peelingu używam do co drugiej kąpieli, a zostało go jeszcze ok. 3/4 opakowania.


Podsumowując: kolejny dobry kosmetyk Biedronki. Zdecydowanie polecam. :)

Wiem, że recenzja bez opisu kremu do stóp, będącego drugim krokiem pielęgnacji jest niepełna, dlatego zapraszam jutro. Początkowo chciałam zrecenzować obydwa kosmetyki w jednej notce, ale ponieważ pożyczyłam rodzicom aparat fotograficzny zmuszona jestem oszczędzać zdjęcia. ;)

wtorek, 16 sierpnia 2011

Bielenda: granat - peeling i krem do stóp

Opisywany dziś kosmetyk "uśmiechał się" do mnie z półek sklepowych od dawna. Bo praktyczny na wyjazd, bo pochodzi z mojej ulubionej linii zapachowej (KLIK), bo do pielęgnacji stóp (a takie produkty uwielbiam, mam na stałe chyba z 10 kremów ;)). Co mnie jednak odstraszało to cena. Bo choć saszetki ładnie wyglądają i są na prawdę rewelacyjnym rozwiązaniem na wyjazdy to uważam, że Bielenda powinna produkować pełnowymiarowe wersje swoich produktów.


Zestaw składa się z dwóch kroków: po pierwsze peeling, po drugie krem. Każda z saszetek zawiera 10 ml produktu i jest to ilość najzupełniej wystarczająca, a wręcz nadmiarowa - można sobie pozwolić na nałożenie grubszej warstwy produktów, bo na stopach (zwłaszcza w lecie) oszczędzać nie należy. ;) Poniżej wszelkie istotne informacje dotyczące produktu. 


Peeling
jest dosyć ostry, ale nie drażni łagodnej skóry z wierzchu stopy. Ma bardzo dużo drobinek, dobrze ściera. Wg opisu należy masować nim stopy około dwóch minut. Ja jednak staram się robić to tak długo jak tylko cierpliwości starczy. ;) Nie zauważyłam, żeby cząsteczki ścierające znikały w trakcie masażu. Kosmetyk ma przyjemny zapach, o wiele bardziej świeży i wyczuwalny niż jego kremowy kolega.


Krem
ma zdecydowanie najprzyjemniejszą konsystencję ze wszystkich kremów jakie w życiu stosowałam. I mówię tu o każdym typie kremów łącznie z tymi do twarzy. Łącznie z mleczkiem do ciała, o którym pisałam (a raczej, nad którym zachwycałam się ;)) wczoraj. Jest maksymalnie gładki i tak lekki, że w zasadzie nie czuć jego rozsmarowywania. Trudno jest mi go do czegokolwiek przyrównać, ale konsystencja jest na prawdę wspaniała. Krem nie wchłania się od razu - po użyciu na stopach pozostaje dużo miejsc, w których się zbiera. Najlepszą metodą na jego aplikację jest pozostawić go tak jak jest na kilka minut, a później energicznie masować. Nawet po wchłonięciu stópki są przez dłuższy czas wilgotne, więc polecam bawełniane skarpetki - również i działanie kremu powinno być bardziej odczuwalne.
A dlaczego piszę powinno? Bo oprócz tych wszystkich pozytywów, które napisałam powyżej krem działa po prostu średnio. Owszem, stopy są po nim odprężone i dosyć miękkie, z wyjątkiem pięt, które pozostają twarde. Możliwe też, że to ja mam stopy trolla, których nie da się zmiękczyć absolutnie niczym.


Mimo wszystko produkt jest wart polecenia. Ale zdecydowanie zyskałby na atrakcyjności gdyby był sprzedawany w opakowaniu zbiorczym.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...