Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel pod prysznic. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

Green Pharmacy - olejek do kąpieli



Jakiś czas temu wygrałam zestaw kosmetyków w konkursie organizowanym przez Green Pharmacy. W jego skład wchodziły między innymi dwa olejki do kąpieli. Ponieważ jeden z nich miał mieć zapach cytryny i goździków, niezwłocznie oddałam go mamie. Nie lubię zapachu ani smaku grzanego wina, nie lubię, że pływają w nim pomarańcze i goździki, uznałam zatem, że kosmetyk nie przypadnie mi do gustu. Odwiedzając później dom rodzinny, podczas kąpieli, zauważyłam go pod prysznicem. Uznałam, że spróbuję, bo przecież co najgorszego może się zdarzyć? :P Uznałam wówczas, że zapach wcale nie jest taki zły, grzanego wina nie przypomina w stopniu najmniejszym a i właściwości nie są najgorsze. Od tamtego czasu kilkakrotnie go użyłam i uważam, że jest całkiem do rzeczy. ;)) 
Na początku zobaczcie opis:


Od razu zaznaczam, że kosmetyku używałam wyłącznie jako żelu pod prysznic. Nie jestem fanką długotrwałego moczenia się w wannie - zawsze jak już napuszczę pełno ciepłej wody, niby żeby się zrelaksować, kończy się tak, że mi w tej kipieli słabo i głowa mi pęka i gazeta, którą miałam poczytać zamokła i ogólnie jakoś tak bez sensu. Zawsze się tym zirytuję i zapomnę, że miałam się relaksować. W związku z tym nie jestem w stanie ocenić kosmetyku w tym zakresie. 
Produkt zamknięty jest w trwałą plastikową butelkę z korkiem, którego górna część zamyka się na zatrzask.


A produkt jest niezły. Jego konsystencja jest gęsta i kremowa, podobna do grejfrutowego żelu z The Body Shop. Przyjemnie się go używa, miło otula ciało, jest delikatny i nie wysusza skóry. Dobrze się pieni, nie uczula mnie i osobiście nie mogę mu niczego zarzucić. Jeżeli jednak skład kosmetyku ma dla nas znaczenie, możemy się przykro rozczarować, bowiem już na drugim miejscu znajduje się znienawidzony SLeS. Jasne, możemy się uspokajać, że jest mniej szkodliwy niż jego diaboliczny krewny SLS, ale detergent to detergent i nikt, kto dobiera kosmetyki za kryterium stawiając sobie naturalny skład się na niego nie zdecyduje. Problem pojawia się kiedy nie jesteśmy specjalistkami w tych kwestiach, a mimo tego chcielibyśmy znaleźć coś, co będzie naturalne. Nazwa firmy - "Green Pharmacy" - mnie osobiście w sposób jednoznaczny kojarzy się z produktem wolnym od konserwantów i detergentów. Uważam, że może ona wprowadzać w błąd. 
Także - cytując jednego z moich wykładowców - ja tylko sygnalizuję problem. Mnie to nie szkodzi, bo moja skóra nie jest wrażliwa ani delikatna, ale uważam, że nazwa nieco gryzie się z zawartością.


Podsumowując: przyjemny żel nie wyróżniający się niczym, ale i nie pozostający w tyle za innymi na podobnym poziomie cenowym. Jeżeli lubicie takie zapachy - polecam.



piątek, 22 lutego 2013

Eubiona - delikatny żel pod prysznic z owsem



Dziś recenzja kolejnego kosmetyku firmy Eubiona. Do niedawna nie znałam tej firmy, ale muszę przyznać, że bardzo ją polubiłam. Kosmetyki Eubiona możecie kupić w Pasażu Kosmetycznym. Są to produkty naturalne o bardzo dobrych składach. Jak zobaczycie na poniższym zdjęciu, żel nie zawiera SLSów. Chyba nigdy dotąd nie miałam kosmetyku do mycia ciała, który nie miałby chociaż SLeS. :)
Próbek wystarczyło na 10 użyć, w związku z czym myślę, że poznałam kosmetyk na tyle dobrze, by napisać recenzję (szczerze powiedziawszy uważam, że działanie żelu można ocenić już po 2-3 myciach ;)).
W kwestii opakowania wypowiadać się nie mogę. :)
Zerknijcie na skład i opis producenta:


Żel ma fajną, lekką, ale przyjemnie otulającą ciało konsystencję. Podobną miał grejfrutowy z The Body Shop. Pamiętam, że strasznie go lubiłam, bo ta konsystencja była dla mnie idealna. Jest niesmowicie kremowa, doskonale rozprowadza się o ciele, już samo nakładanie jest bardzo relaksujące. Oczywiście kosmetyk praktycznie się nie pieni. O ile cecha taka niemal niemożliwym czyni dla mnie korzystanie z szamponu, o tyle w przypadku żelu - niespecjalnie mi przeszkadza.
Działanie, jak działanie. Wiadomo, że żel ma myć, nie uczulać i nie wysuszać skóry. Z tych zadań kosmetyk wywiązuje się znakomicie. Nie będę Was tutaj czarować, że ten produkt jakoś niesamowicie odżywia, czy nawilża skórę, bo sama nie wierzę, że żel, który na skórze znajduje się maksymalnie minutę, może działać w ten sposób. Ale mogę stanowczo powiedzieć, że produkt jest bardzo delikatny i myślę, że przypadnie do gustu nawet wrażliwym i suchym cerom. Dobrze przygotowuje skórę na przyjęcie masła, czy balsamu.


Podsumowując: uważam, że ten żel świetnie nada się dla osób posiadających wrażliwą skórę. Kosmetyk ma bardzo dobry skład i myślę, że warto się nim zainteresować. Ja raczej nie zdecyduję się na niego ponownie, ponieważ swoje serce oddałam Original Source, ale uważam, że to dobry kosmetyk wart wypróbowania zwłaszcza dla osób starających się stosować naturalną pielęgnację.


sobota, 8 grudnia 2012

Nowości Original Source

Pamiętacie pachnącą akcję, w której miałam brać udział? Pisałam o niej tutaj. Ponieważ prowadzę bloga w sposób chaotyczny, nie dodałam jeszcze żadnej notatki na ten temat, mimo iż chęć wzięcia udziału wyraziłam już ponad dwa tygodnie temu. W związku z tym, że akcja kończy się jutro, zamierzam ją przedłużyć. A co! Na moim blogu znajdziecie zatem jesienne zapachoumilacze aż do końca tego roku!
Dziś zaprezentuję Wam cudnie pachnące żele:


W kwestii nietypowych zapachów, zdecydowany prym wiedzie u nas Original Source. Na powyższym zdjęciu możecie zobaczyć żele o zapachu brytyjskiej truskawki (nie wiem dlaczego akurat brytyjskiej, ale pachnie wspaniale. Nie dokładnie tak, jak same owoce - raczej kojarzy mi się z galaretką w tym smaku. Jest  bardzo soczysty i energetyzujący), mięty (pachnie dokładnie jak niebieska guma do żucia Orbit. Kąpiel w nim pozwala doskonale poprawić sobie samopoczucie - jego zapach powoduje skojarzenie z mroźnym klimatem panującym ostatnio za oknem, więc spłukiwany ciepłymi strumieniami wody sprawia, że wszędzie można poczuć przytulne, domowe ciepło ;)), śliwki z syropem klonowym (zdecydowanie bardziej, aniżeli śliwką z syropem klonowym pachnie mi tymi pysznymi wiśniowymi galaretkami w czekoladzie w kształcie półksiężyców. ;) Po prostu kocham ten zapach!), oraz pomarańczę z lukrecją (w buteleczce pachnie jak jogurt pomarańczowy, lukrecja jest wyczuwalna dopiero, kiedy nakłada się go na ciało. Mimo że nie znoszę lukrecji, zapach mi się podoba, choć dużo bardziej wolałabym pomarańczę z wanilią, albo śmietanką).
Żele zamknięte są w typowych dla OS butelkach, które bardzo lubię i które sprawiły, że zainteresowałam się tymi produktami po raz pierwszy. Dwa z nich (truskawka i mięta) posiadają silikonowy zwieraczyk dozujący płyn, w dwóch najnowszych niestety tego bajeru zabrakło (a szkoda! Bez niego żel wylewa się w sposób niekontrolowany).


Bardzo ważnym jest fakt, że produkty są w 100% naturalne oraz, że firma nie testuje ich na zwierzętach.
Pod względem właściwości myjących i pielęgnacyjnych to typowe średniaki: dobrze myją, nie wysuszają, ale też nadmiernie nie nawilżają ciała (czego z resztą producent nie obiecuje), także w tej kwestii - produkt na piątkę. Jeżeli dodamy do tego naprawdę niecodzienne, fantastyczne zapachy, wychodzi nam kosmetyk wart przetestowania, który z resztą z czystym sumieniem polecam.

Ponadto nawiązałam ostatnio współpracę ze sklepem biogreenhouse. To przetestowania dostałam kilka naprawdę interesujących produktów. Na początku trochę obawiałam się, czy ilość próbek okaże się wystarczająca do dokładnego zbadania właściwości kosmetyków, ale po pierwszych próbach jestem pewna, że tak. Ilość, którą otrzymałam w większości wypadków spokojnie wystarczy na co najmniej miesiąc używania. :)


Pozdrawiam,



niedziela, 14 października 2012

Produkty Benedyktyńskie - żel pod prysznic




Dziś chciałam Wam zaprezentować żel pod prysznic, który otrzymałam w prezencie jakiś czas temu. W moim mieście znajduje się cały sklep firmy Produkty Benedyktyńskie, a mimo to była mi ona zupełnie nieznana. Fakt istnienia owego sklepu odkryłam dopiero, kiedy zaczęłam robić pierwsze wprawki do niniejszej recenzji. Od razu powiem, że z tym kosmetykiem bardzo się polubiłam, myślę, że odwiedzę sklep celem znalezienia innych interesujących produktów.


Kosmetyk mieści się w butelce o pojemności 250 ml. Design jest raczej skromny, etykieta również nie "wali po oczach". Napisy z przodu zostały wykonane przy użyciu gotyckiej czcionki, logo producenta przypomina pieczęć. Nie wiem, czy wytwarzaniem rzeczywiście zajmują się benedyktyni, ale zdecydowanie takie wrażenie wywiera na mnie opakowanie.
Duży minus za brak jakiegokolwiek dozownika. Owszem, żel jest bardzo gęsty, ale i tak jego używanie byłoby o wiele prostsze, gdyby na końcu pojawiło się chociaż przewężenie, jak ma to miejsce w przypadku innych żeli. 


O sposobie działania kosmetyku możecie przeczytać w opisie, który jest widoczny na drugim zdjęciu.
Zapach - przyjemny. Dla mnie na pierwszy plan wysuwa się woń glinki, a że bardzo lubię ten aromat, kąpiel przy użyciu tego żelu to dla mnie przyjemność.
Jak zwykle recenzując produkty do mycia ciała mam pewien dylemat co napisać na temat właściwości kosmetyku. Bo z jednej strony z jakiegoś powodu tę glinkę i borowinę w tej buteleczce umieszczono, a z drugiej... żel pod prysznic ma się na ciele przez maksymalnie dwie-trzy minuty (a w moim przypadku duuużo krócej), i nie jestem do końca pewna, czy jest to wystarczający czas by jakiekolwiek działanie mogło być zauważalne. Przecież wszystkie maski z glinkami (np na twarz), należy trzymać przez co najmniej kilka minut. Borowiną, z tego co słyszałam, też raczej się okłada.
Tym niemniej muszę przyznać, że produkt zdecydowanie skóry nie wysusza. Po jego użyciu nie jest napięta - wręcz przeciwnie, bardzo delikatna, dobrze przygotowana do kontynuowania pielęgnacji.
Żel dobrze oczyszcza (nic dziwnego, SLeS na drugim miejscu w składzie), mnie osobiście nie uczula.



Podsumowując: bardzo zadowalający żel pod prysznic. Przyjemny zapach sprawia, że sięgam po niego z przyjemnością. Dodatkowo kosmetyk zawiera wyciąg z borowiny i glinki zielonej, więc - jeżeli wierzyć zapewnieniom producenta - dodatkowo pielęgnuje nasze ciało. Myślę, że jak go zużyję to przejdę się do sklepu spróbować jeszcze jakiegoś kosmetyku tej firmy.



sobota, 25 lutego 2012

Original Source: Chocolate&Mint - żel pod prysznic




Dziś kilka słów o kolejnym czekoladowym żelu od Original Source. Będę opisywać kosmetyk o zapachu czekolady i mięty. Zainteresowanych czekoladowymi umilaczami kąpieli zapraszam również tutaj. Możecie tam przeczytać o żelu pachnącym czekoladą i pomarańczami. ;)


W kwestii opakowania (wiem, że się powtarzam, ale wychodzę z założenia, że nie każdy kto trafi na ten post czytuje mojego bloga regularnie): uwielbiam je. Jest proste, wykonane z plastiku na tyle miękkiego, by nie sprawiać problemów z jego wyciskaniem, lecz dostatecznie solidnego, by nie rozlecieć się po pierwszym (a nawet dziesiątym) upadku. ;) Oprócz tego proste etykiety w zgranych kolorach i zero zbędnych dodatków. To one przykuły mój wzrok, kiedy sięgnęłam po żele OS po raz pierwszy. ;)


Konsystencja nieco różni się od żelu Czekolada i Pomarańcza. Po wyciśnięciu również jest nieco "galaretkowata", zachowuje kształt, który uzyskała przez wyciskanie, a po chwili rozpływa się na ręce stając się dosyć lejąca, o wiele rzadsza niż jej poprzedniczka. Trochę nawet spływa z dłoni, trzeba więc uważać, by kosmetyk trafił na nasze ciało, a nie na podłogę.
Produkt pieni się trochę bardziej niż opisywany ostatnio Chocolate&Orange, ale i tak dosyć delikatnie. Nie jest to jednak cecha, która by mi przeszkadzała.
Zapach? Jak zwykle - cudo! Najbardziej kojarzy mi się z miętowymi czekoladkami After Eight, które zawsze szczerze uwielbiałam. Między innymi dlatego tak bardzo lubię ten żel. ;)
Produkt dobrze myje ciało, nie wysusza, ani nie napina skóry. Po jego użyciu skóra jest miękka, odświeżona i zrelaksowana. Wymaga oczywiście dalszego nawilżenia, ale - jak już wiele razy wspominałam - wychodzę z założenia, że żel pod prysznic nie musi działać nawilżająco. ;)


Podsumowując: na temat mojego uwielbienia do żeli Original Source napisałam już tyle, że dziś wyrażę je tylko jednym słowem: polecam!


Żel oraz inne kosmetyki OS możecie wygrać w konkursie, który organizuję wraz z firmą Original Source. Wszelkie informacje - tutaj.


poniedziałek, 20 lutego 2012

Original Source: Chocolate&Orange - żel pod prysznic



Dziś opowiem Wam o najnowszym "wynalazku" od Original Source. Jest nim żel pod prysznic o kuszącym zapachu czekolady i pomarańczy. Kosmetyk pachnie tak smakowicie, zanim otrzymałam go do testów, kupiłam go sama. Zapach naprawdę mnie oczarował. 


Produkt zamknięty jest w butelce charakterystycznej dla Original Source. W zasadzie od tych butelek zaczęła się moja przygoda z tymi kosmetykami. Byliśmy kiedyś w Rossmanie i narzeczony zwrócił uwagę na półkę pełną żeli w fantazyjnych kolorach i superprostych butelkach. Przyjrzeliśmy się im z bliska i przepadliśmy. ;) Kompozycje zapachowe na tyle przypadły nam do gustu, że - poza żelami The Body Shop - od tamtego czasu nie kupowaliśmy produktów innych firm.
Butelka jest miękka, ale bardzo trwała (każda, którą posiadam, spadła mi co najmniej 10 razy i wyszła z tego bez szwanku ;)). Zamknięcie nie przysparza problemów w kwestii otwierania, nadmiar żelu nie wylewa się.


Konsystencja produktu jest nieco inna niż kosmetyków, których używałam do tej pory. Jest ona o wiele gęstsza tak, że w pierwszej chwili po wyciśnięciu na dłoń nie rozlewa się, ale pozostaje chwilę w kształcie, jaki produkt uzyskał w wyniku wyciśnięcia z butelki. Konsystencja przypomina mi galaretkę. 
Mimo że niespecjalnie lubię połączenie pomarańczy z czekoladą, zapach tego żelu uwielbiam. Kąpiel przy jego użyciu to przyjemność. Pozwala skutecznie zrelaksować się po ciężkim dniu. ;)
Produkt doskonale myje skórę. Do tego pomaga ją odprężyć (na pewno częściowo jest to także zasługa zapachu ;)). Po jego użyciu jest miękka i delikatna. Kosmetyk pieni się średnio, ale nie jest to - w mojej opinii - wada. Kosmetyk nie wysusza skóry, ale również niespecjalnie ją nawilża. Nie przeszkadza mi to, ponieważ do tego celu używam maseł i balsamów.


Posumowując: żel pod prysznic Czekolada i pomarańcza to kolejny dobry produkt od Original Source. Na pewno długo pozostanę wierna ich kosmetykom. Polecam!

Opisywany dziś żel możecie wygrać w konkursie organizowanym przeze mnie, dzięki uprzejmości Original Source. Wszystkie szczegóły - tutaj.


Bardzo dziękuję firmie Original Source za wysłanie mi produktów do recenzji. Fakt ten nie wpływa w żaden sposób na moją opinię.

niedziela, 20 listopada 2011

H&M Pure Bloom - Shower Gel

Dziś kilka słów o żelu z tej samej serii, co opisywany wczoraj balsam do ciała.

;

Butelka żelu jest taka sama jak opakowanie balsamu. Jedyne różnice to fakt, że ta jest przezroczysto-fioletowa oraz nie ma pompki, ale dozownik, który dosyć często spotykany jest w opakowaniach żelów pod prysznic. Oczy cieszy piękny, nasycony fiolet. Myślę, że na ten żel skusiłabym się w sklepie, mimo iż nazwa H&M nie kojarzy mi się z kosmetykami. ;)
Na opakowaniu znajduje się taki opis:


Czyli w zasadzie żadnych konkretów. :)
W kwestii zapachu odsyłam do notki o balsamie - jest identyczny. Jedyna różnica polega na tym, że woń żelu jest wyraźnie bardziej intensywna.


Dozownik jest wygodny, dzięki niemu kosmetyk nie wylewa się w nadmiarowych ilościach.
Konsystencja jest dosyć gęsta, nie przelewa się przez palce. Kosmetyk średnio się pieni i dobrze rozprowadza. Dobrze myje skórę, absolutnie jej nie podrażnia. Nie zauważyłam właściwości pielęgnujących, ale producent ich nie obiecuje - do pielęgnacji służy balsam. :) Po użyciu Pure Bloom skóra jest odświeżona, miękka i - co tu dużo mówić - czysta. ;)
Kosmetyk jest średnio wydajny. Myłam się przy jego użyciu dopiero jakieś 3 razy i same widzicie ile ubyło. :)


Podsumowując: polecam z jednym zastrzeżeniem, które odnosiło się również do balsamu: sprawdźcie zapach. Jest charakterystyczny i nie każdemu będzie się podobał. Jednakże samo działanie żelu - jak najbardziej na plus.

poniedziałek, 14 listopada 2011

The Body Shop - Pink Grapefruit Shower Gel

Dziś bardzo na szybko (ale nie po łebkach ;)) opowiem wam o grapefruitowym żelu pod prysznic The Body Shop. Będzie krótko i do rzeczy, ponieważ miałam dziś jeden z tych dni, które określa się mianem najgorszego dnia na świecie. ;) Jednakże w domu narzeczony powitał mnie przepysznym obiadem, więc humor już nieco lepszy. Do rzeczy więc. :)
Jakiś czas temu pisałam o innym żelu tej firmy, o tutaj.


Żel zamknięty jest w zgrabnej, pękatej butelce. Bardzo podobają mi się te opakowania - są praktyczne i wygodne w użyciu. Butelka zaopatrzona jest w etykietkę w informacjami o produkcie.


Farmerzy z Capanemy w Brazylii zaopatrują nas w olej sojowy do naszego Różowego Grapefruita. Na długo zanim pomysł na certyfikację organiczną (chodzi o potwierdzenie, że produkt zrobiony jest z naturalnych składników) wszedł w życie, oni uprawiali swoje rośliny i hodowali swoje zwierzęta za pomocą tradycyjnych metod.

Opis bardzo typowy dla The Body Shop - niewiele o właściwościach produktu, bardziej ciekawostka związana z głównym jego składnikiem. ;)


Zatrzask - podobnie jak w żelu Moaringa - trzyma tak mocno, że każdorazowo obawiam się, że połamię sobie paznokcie. ;)
Konsystencja tego żelu jest bardzo gęsta - chyba jeszcze gęstsza, niż recenzowanego ostatnio. Kiedy rozcieramy go w dłoniach, a później nakładamy na ciało od razu pojawia się uczucie "otulenia" - żel przywiera do niego przyjemną, ciężką warstwą. Podczas mycia nie tworzy się zbyt wiele piany, ale właściwości myjące są na najwyższym poziomie. ;) Po jego użyciu skóra jest oczyszczona, mięciutka i superdelikatna. Uczucie "otulenia", które towarzyszy nam od pierwszych chwil mycia utrzymuje się nawet po spłukaniu kosmetyku. Nie jest to jednak tłusty, nieprzyjemny (i niepożądany) film, ale warstwa ochronna, bardzo przyjemna.
Zapomniałabym o najważniejszej kwestii - o zapachu! A zapach jest dokładnie taki, jaki posiada grapefruit. Dlatego wzięłam tę wersję żelu, zapach jest czysty, nieprzekłamany, nie zawiera żadnych domieszek. Pycha!


Podsumowując: coraz bardziej lubię firmę The Body Shop. Każdy kolejny kosmetyk coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że wpadki się im po prostu nie zdarzają. Polecam!

środa, 9 listopada 2011

Original Source: Raspberry and Vanilla Milk Shower gel

Dzisiaj kilka słów o żelu pod prysznic, który możecie wygrać w rozdaniu z Original Source.


Żel, jak wszystkie kosmetyki tej firmy, zamknięty jest w prostej, przezroczystej, plastikowej butelce. To właśnie prostota opakowania sprawiła, że zwróciliśmy, z lubym, na niego uwagę. Każdy z żeli zaopatrzony jest w nalepkę, kolorystycznie dobraną do koloru kosmetyku, na której znajdują się informacje dotyczące produktu. Co nam mówi nalepka na "malinach z mlekiem waniliowym"? Spójrzcie:


Oprócz tego, informacje, które otrzymałam od producenta:
ORIGINAL SOURCE przedstawia nowość, która jeszcze w tym miesiącu pojawi się na półkach w drogeriach Rossmann: żel pod prysznic i mydło w płynie Raspberry & Vanilla Milk. Intensywny zapach malin doprawionych słodyczą wanilii ma różową moc do walki z rutyną pod prysznicem. Niektórym przypomina dzieciństwo i słodkie pianki marshmallow. 
Nowe produkty ORIGINAL SOURCE Raspberry & Vanilla Milk nie tylko działają na zmysły, ale również dbają o Twoją skórę i nawilżają ją.


W kwestii zapachu: jest cudowny. Jest tak niesamowicie słodki, że słodycz tę niemal czujemy w ustach. ;) Osobiście nie przypomina mi pianek marshmallow, za to jest idealnym odzwierciedleniem zapachu chupa-chupsów o smaku truskawkowo-śmietankowym. Tak, czy siak - pozytywne emocje pod prysznicem - zapewnione. ;)
Działanie, podobnie jak wszystkich innych żeli Original Source, których używałam, dobre. Kosmetyk doskonale oczyszcza skórę i sprawia, że jest miękka w dotyku. Odrobinę nawilża, ale nie bardziej niż inne żele. Z resztą od nawilżania są balsamy i masła. :)


Podsumowując: polecam! Mój zachwyt pewnie w głównej mierze wynika z faktu, że uwielbiam produkty OS, ale - bądźmy szczerzy - nie wziął się on z nikąd. Generalnie Original Source trzyma poziom! :)

wtorek, 8 listopada 2011

Współpraca i ROZDANIE :)

Witajcie kochane.
Jakiś czas temu odezwała się do mnie firma Original Source specjalizująca się w produktach do mycia pozbawionych rutyny. :) O ich żelach pod prysznic pisałam tutaj. Ponieważ uwielbiam ich kosmetyki bardzo ucieszyłam się kiedy zaproponowano mi przetestowanie ich produktów - zwłaszcza, że jest to linia niedostępna jeszcze w sprzedaży. Spójrzcie co do mnie przyszło:


Żel pod prysznic oraz mydło w płynie z serii Raspberry&Vanilla Milk (to właśnie ta linia jest jeszcze niedostępna ;)) oraz płyn do kąpieli Mango&Macadamia (żel z tej linii uwielbiam). Oprócz tego otrzymałam także ekologiczną, materiałową torbę.

Ale to jeszcze nie wszystkie niespodzianki. :) Original Source postanowiło i Wam dać szansę wejścia w posiadanie takiego zestawu. Jeżeli chcecie spróbować swoich sił, zapraszam do wzięcia udziału w moim konkursie. :)


Warunki uczestnictwa:
- należy być publicznym obserwatorem mojego bloga oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe. Ponieważ Original Source słynie z komponowania oryginalnych zapachów pytanie brzmi: jaką kompozycję zapachową kosmetyku do kąpieli najchętniej widziałabyś w swojej łazience? Im bardziej nietypowe połączenia tym lepiej. :)
Oprócz tego:
- możesz polubić redhead experiments na facebooku (premiowane dodatkowym losem - jeżeli polubisz podaj imię i pierwszą literę nazwiska, bym mogła to sprawdzić. :))
- możesz dodać mnie do blogrolla lub zamieścić na swoim blogu notkę z informacją o tym rozdaniu (spełnienie każdego z warunków premiowane będzie dodatkowym losem).

Rozdanie kończy się 24 listopada o 23:59.
Osoby niepełnoletnie muszą mieć zgodę rodziców.

A teraz zbliżenie na nagrody:





Zapraszam Was do zabawy, a u mnie już niedługo recenzja tych kosmetyków. :) Chciałam także podziękować firmie Original Source za możliwość przetestowania ich kosmetyków, oraz zorganizowania tego rozdania. 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...