Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 maja 2012

Konjac - Gąbka do demakijażu



W dzisiejszej notce opowiem wam o nowości, która od jakiegoś czasu zdobywa coraz więcej fanów. Mam na myśli gąbeczkę Konjac. Na początek przeczytajcie, co pisze o niej producent:


Gąbeczkę otrzymujemy (oprócz zewnętrznego opakowania) zawiniętą w folię, po zdjęciu której da się odczuć, że jest wilgotna. Produktu mamy używać do mycia twarzy. Możemy to robić zarówno z dodatkiem żelu jak i bez. Ja stosowałam ją na obydwa sposoby, wnioski - poniżej.
Kupując gąbkę otrzymujemy produkt w 100% naturalny. Jeżeli pozostawimy ją do całkowitego wyschnięcia, stwardnieje tak, że zacznie przypominać pumeks, a po ponownym namoczeniu wróci do poprzedniego stanu - nie znam syntetycznych gąbek, które zachowywałyby się w ten sposób. Powierzchnia gąbki jest porowata, miękka (nie podrażnia, ale umożliwia delikatny peeling), mycie twarzy przy jej użyciu jest dość przyjemne (dobry sposób na rozbudzenie rano;)).


A teraz konkrety: niezależnie od sposobu użycia, gąbka doskonale czyści twarz. Skóra po zabiegu jest miękka i gładka. Mam wrażenie, że płaska strona jest odrobinę delikatniejsza niż okrągła - co za tym idzie, jeżeli zakończymy mycie masażem przy użyciu tej drugiej, skóra będzie jeszcze delikatniejsza. Nie zauważyłam specjalnej różnicy w działaniu, nieważne, czy stosowałam ją solo, czy też z żelem. Obecnie robię to tak - jeżeli z jakiegoś powodu muszę i tak "katować" swoją twarz jakimiś specyfikami, po prostu nakładam je na gąbkę (np. nabyte na wczasach wspaniałe mydełko z minerałami Morza Martwego działające na trądzik). Nie używam jej do zmywania makijażu, bo mimo, iż poradziłaby sobie z tym doskonale (podczas mycia widać, że domywa to, czemu nie dało rady mleczko do demakijażu), obawiam się, czy udałoby się ją potem domyć. Z informacji praktycznych dodam jeszcze, że produkt jest zaopatrzony w sznurek, który umożliwia jego suszenie.


Podsumowując: Konjac to nie żaden cud, ale jest to produkt, który faktycznie doskonale czyści skórę twarzy. Pozwala zaoszczędzić na żelach (a nawet peelingach), a nasza twarz i tak jest gładka i przyjemna. Jej cena to ok. 14 zł w Rossmanie, więc jej zakup nie jest zbyt wielkim obciążeniem dla portfela. Ja na pewno kupię kolejną. Polecam!

czwartek, 29 marca 2012

Bioderma: Sebium H2O - płyn micelarny



Dziś kilka słów o produkcie, który od jakiegoś czasu jest moim absolutnym ulubieńcem w kwestii demakijażu i odświeżania twarzy.
Zacznę od tego, że nigdy nie byłam fanką płynów micelarnych. Nie pasowały mi, ponieważ brakowało mi w nich poślizgu - wacik nimi nasączony był jak nasączony wodą, a tarcie powodowało u mnie podrażnienia oczu. Dlatego właśnie trochę się bałam zamawiając ten produkt. Jednakże pozytywne opinie i przejściowe kłopoty z cerą sprawiły, że zdecydowałam się i kupiłam. Na allegro można kupić tę olbrzymią butelkę już od 35 zł.


Na wstępie zaznaczę, że jestem wielką fanką tego opakowania. ;) Pękata buteleczka kojarzy mi się z jakąś cudowną miksturą (;)), więc lubię trzymać ją na toaletce. Plastik jest na tyle twardy, by nie pękać od byle upadku, ale jednocześnie dostatecznie elastyczny, by szybko i sprawnie wydobyć produkt na zewnątrz.
Wydajność jest naprawdę niesamowita. Prezentowaną dziś butelkę posiadam od ponad miesiąca, kosmetyku używam 2 razy dziennie, a ubytek jest praktycznie niewidoczny.
Zapach: charakterystyczny dla linii Sebium. Moim zdaniem bardzo przyjemny - kojarzy mi się z czystością i produktami odkażającymi. ;)


Płyn jest bardzo przyjemny w użytkowaniu. Potrafi w ekspresowym tempie zmyć z twarzy każde zanieczyszczenie. Wodoodporne tusze i eyelinery oraz ciężkie podkłady nie są mu straszne. Produkt jest gładki, tak, że problemu z pocieraniem suchym wacikiem - opisanego w pierwszym akapicie - po prostu nie ma. Po użyciu skóra jest odświeżona i czysta. Co istotne - zupełnie się nie klei (a musicie wiedzieć, że jestem na tym punkcie przeczulona i jeżeli czuję choć lekki dyskomfort - natychmiast idę umyć twarz). Jednocześnie, po jego zastosowaniu, skóra nie jest napięta i podrażniona, jak to ma miejsce po umyciu twarzy wodą.
Czy rzeczywiście reguluje wydzielanie sebum? Moim zdaniem tak. Zaznaczę, że osobiście nie miałam  z tym nigdy dużych problemów - owszem zdarzało mi się świecić, ale niezbyt mocno. Od kiedy regularnie stosuję opisywany dziś micel w duecie z żelem myjącym z tej serii [recenzja] problemu po prostu nie ma. Nawet po nałożeniu kremu, twarz pozostaje matowa. Wystarczy, że użyję pudru rano, a do wieczora mam spokój z poprawkami.


Podsumowując: naprawdę bardzo polecam ten produkt. Jest to kosmetyk przyjemny w stosowaniu, który równocześnie daje bardzo wymierne efekty. Jego cena może wydawać się nieco wyższa, ale objętość jest ogromna, a wydajność - ponadprzeciętna. Myślę, że po przeliczeniu okaże się, że kosztuje niewiele drożej niż drogeryjne produkty do mycia twarzy. Szczególnie polecam go osobom, które mają problemy z nadmiernym wydzielaniem sebum, ponieważ mnie zupełnie z nich wyleczył.


poniedziałek, 13 lutego 2012

Lirene - mleczko przeciwzmarszczkowe do demakijażu twarzy i oczu



Chciałam Wam dziś pokazać mleczko, które należy co prawda do mojej mamy, ale zaciekawiło mnie na tyle, że zaczęłam jej je podkradać. Sama takiego nie kupię, ponieważ przewidziane jest do cery dojrzałej, której jeszcze przez parę lat nie będę posiadać. ;)



Mleczko zamknięte jest w charakterystycznym dla Lirene opakowaniu. Jest płaskie, plastik jest na tyle miękki, by bez trudu wycisnąć kosmetyk, jednakże dostatecznie solidny by bez problemów przeżyć upadek (upadki ;)). Co wyjątkowo lubię w tych opakowaniach to sprytne (i bardzo proste) rozwiązanie dotyczące zamknięcia. Zakrętka jest nieco wcięta tak, że otwieranie nie przysparza najmniejszych kłopotów. Mała rzecz, prosty mechanizm, a oszczędza nam irytacji przy otwieraniu. ;)


Powyżej możecie przeczytać to, co producent napisał na opakowaniu. Takie opisy lubię najbardziej - są rzeczowe i podają konkretną informację na temat tego, co trzymamy w ręce.
Kilka słów o moich "warunkach" (a raczej mojej cery ;)). Dojrzała, jak już wspomniałam, nie jest. Owszem, posiadam pierwsze zmarszczki, które z mniejszym lub większym powodzeniem staram się niwelować przy pomocy różnych produktów. Skóra w ostatnim czasie była nieco szara, zmęczona, trochę zanieczyszczona. Z tego powodu zaczęłam chwilowo używać nieco cięższego podkładu. Uczucie ściągnięcia towarzyszy mi przy stosowaniu niektórych mleczek, zaś przy innych - nie ma po nim śladu. 


A teraz kilka słów o działaniu. Po pierwsze (i najistotniejsze ze względu na charakter produktu): czyszczenie twarzy. Produkt radzi sobie naprawdę dobrze. Równolegle z nim, co jakiś czas, stosowałam także mleczko do demakijażu z Sorayi. Na zmycie makijażu z jego zastosowaniem zużywałam pewnie 7 lub 8 wacików, przy Lirene - maksymalnie 4. Kiedy zmywałam makijaż i oczyszczałam twarz tonikiem, wacik był kompletnie czysty. W tej kwestii - duży plus. 
Skóra absolutnie nie była ściągnięta. Wręcz przeciwnie - miękka, odżywiona, miałam nawet wrażenie, że mleczko nieco zmniejszyło wrażenie zmęczenia.
Czy jest przeciwzmarszczkowy? Ja nie zauważyłam takiego działania, ale - jak już wspominałam - zmarszczki mam na tyle małe, że najzwyczajniej w świecie, trudno zobaczyć na nich różnicę. Moja mama natomiast, twierdzi, że na jej cerę (i zmarszczki ;)), mleczko działa bardzo dobrze.


Podsumowując: fanką Lirene nigdy przesadnie nie byłam (bo nie znałam), ale po przetestowaniu tego mleczka i, wcześniej, kremu na noc (klik), chętnie sięgnę po produkty skierowane dla mnie. Polecam!

Wybaczcie nieco ciemne zdjęcia, ale pogoda dziś taka, że nie dałam rady nic z tym zrobić nawet w Photoshopie. ;)

piątek, 30 września 2011

La Roche-Posay - płyn micelarny


Oprócz płynu micelarnego z powyżej linii, zrecenzuję jeszcze tonik zwężający pory (na zdjęciu po lewej). W związku z tym - zapraszam również jutro.


Płyn jest zamknięty w prostej, przezroczystej buteleczce mieszczącej 200 ml produktu. Dzięki przezroczystości opakowania zawsze wiemy ile produktu zostało. Butelka zaopatrzona jest w typowy dla takich kosmetyków dozownik - nie będzie zatem problemu z wykończeniem kosmetyku.
Produkt (wg Internetu ;)) kosztuje ok. 35 zł, choć widziałam, że na promocji można za tyle kupić nawet podwójną objętość.


Płyn pachnie bardzo słodko, ale delikatnie - tak, że przy nakładaniu czuć po prostu przyjemny kosmetyczny zapach.
Osobiście niespecjalnie lubię płyny micelarne - wolę mleczka. Jednak moja opinia o nich zmieniła się diametralnie po użyciu tego produktu. Nalewam go na wacik, przecieram nim oko, poprawiam drugą stroną, a tu zaskoczenie! Nie ma czego poprawiać. Wacik jest czysty. Muszę przyznać, że na prawdę mnie to zaskoczyło - przyzwyczaiłam się, że zmywając wodoodporne eyelinery i tusze muszę czyścić oko dłużej, a w tym wypadku hasło reklamowe - "demakijaż jednym gestem" naprawdę się sprawdza. Podobnie ma się sprawa z podkładami - co prawda nie używam tych najcięższych, najbardziej kryjących, ale z moimi radzi sobie fantastycznie. 
Mimo, że kosmetyk ma konsystencję raczej płynną, podczas zmywania oczu nie ma uczucia tępego pocierania ich wacikiem, jak w przypadku innych stosowanych przeze mnie płynów micelarnych. Ten daje odpowiedni poślizg, tak że zmywanie oka jest niemal przyjemne. ;)
Właściwości nawilżająco pielęgnujących nie zauważyłam, ale też nie widzę, żeby producent je obiecywał.


Podsumowując: płyn micelarny La Roche jest kosmetykiem, który "wyczyści" każdy makijaż. Jeżeli jednak oczekujecie od kosmetyku do demakijażu właściwości pielęgnujących to - w mojej opinii - możecie szukać dalej. Jednakże poziom oczyszczania twarzy jest nieporównywalny z jakimkolwiek innym kosmetykiem, którego używałam.

piątek, 23 września 2011

Vichy - intensywnie oczyszczające mleczko do demakijażu


Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że na codzień używam mleczka do demakijażu Celia - jest tanie i nie podrażnia skóry. Od czasu do czasu pozwalam sobie jednak na lepszy jakościowo kosmetyk, a to mleczko na prawdę bardzo lubię. Tak się jednak składa, że każde z opakowań, które miałam otrzymywałam w prezencie - nie wiem w związku z tym jaka jest jego regularna cena. ;)
Produkt jest zamknięty w olbrzymiej, jak na taki produkt, butli, która zawiera aż 400 ml kosmetyku. Posiada sprawnie działającą pompkę, a więc nabieranie produktu jest higieniczne. Nie powinno także być problemu ze zużyciem go do końca.


Zapach jest fantastyczny. Lekki, nieinwazyjny, do tego bardzo świeży, kosmetyczny, ale nie chemiczny. ;) Sprawia, że użytkowanie produktu jest bardzo przyjemne.
Konsystencja - dosyć lejąca, ale na pewno nie tak, jak jego odpowiednik z Celii. Jest dosyć rzadka, ale nie przelewa się przez palce, nie spada z wacika.
Produktu używa się rewelacyjnie. Pozwala idealnie zmyć cały brud z twarzy - zarówno wszystkie elementy makijażu, podkładów, jak i inne zanieczyszczenia skóry. Dobrze radzi sobie z wodoodpornymi eyelinerami i tuszami. Kiedy po jego użyciu przecieram twarz nasączonym tonikiem wacikiem, jest czysty. 
Czy nawilża? Ponieważ zalecany jest dla cery suchej i wrażliwej - domyślam się, że tak. Moja skóra nie odczuła jednak nadzwyczajnej różnicy - lekkie nawilżenie owszem, ale kremu na pewno nie zastąpi. Jego formuła jest z resztą bardzo lekka, a od takich trudno oczekiwać ultranawilżenia.


Podsumowując: kosmetyk zdecydowanie godny polecenia. Pozwala zmyć najbardziej uciążliwe w zmywaniu kosmetyki do makijażu. Radzi sobie nawet z eyelinerem żelowym z Inglota, przy którym zawsze namęczę się niemiłosiernie. Myślę, że nawet mocno kryjące podkłady nie będą mu straszne. Jeżeli zatem szukacie czegoś, co idealnie oczyści waszą skórę - ten produkt jest dla was.

wtorek, 19 lipca 2011

Celia Kolagen+świetlik: mleczko do demakijażu

Pozytywnych opinii na temat tytułowego mleczka naczytałam się swego czasu sporo. Byłam co prawda zadowolona z mojego odpowiednika firmy Soraya, ale ciekawość kosmetykomaniaczki zwyciężyła. Kiedy jednak podjęłam decyzję o kupnie produktu okazało się, że wcale nie tak łatwo przejść od słów do czynów. Bo kosmetyki Celii dość trudno dostać, przynajmniej w miejscach gdzie ja bywam. Ostatecznie udało mi się je dorwać w Tesco. Oprócz mleczka (wzięłam od razu 2 opakowania;)) nabyłam jeszcze krem przeciwzmarszczkowy do cery mieszanej. Każdy z zakupionych przeze mnie produktów kosztował 4,29 zł (!!!). Nie powiem, cena nastawiła mnie do kosmetyków bardzo przychylnie. Tego samego dnia zaczęłam więc testy.


Mleczko zamknięte jest w typowym opakowaniu o pojemności 200 ml. Jego konsystencja jest, jak na taki kosmetyk bardzo płynna, do tego stopnia, że zdarza się, że odrobina spłynie mi z wacika. Nie jest to jednak jego wada, ponieważ dzięki temu, że kosmetyk jest rzadki lepiej wsiąka w waciki, także zmywając twarz nie pocieramy jej kawałkiem papieru z mleczkiem na wierzchu, lecz wacikiem, który "zachowuje się" tak jakby był fabrycznie specyfikiem nasączony. Poniżej mała prezentacja konsystencji.

Starałam się zrobić to zdjęcie tak, żeby było widać kroplę spływającą z boku dłoni. ;)

A co z działaniem? Mleczko jest naprawdę bardzo przyjemne w użyciu. Jest niesamowicie delikatne, absolutnie nie podrażnia, nawet oczu (a przyznam, że pewnego dnia celowo potarłam je odrobinę, aby się upewnić). Pełnię jego możliwości dostrzegłam kiedy pewnego dnia zmuszona byłam użyć wspomnianego wcześniej mleczka Soraya, z którego byłam kiedyś na prawdę zadowolona. Oczy przyzwyczajone do łagodnej Celii zaczęły mnie lekko piec i pojawiła się mgiełka.
Jeżeli chodzi o inne cechy kosmetyku to zmywanie nim makijażu to prawdziwa przyjemność. Z kosmetykami, których używam radzi sobie bardzo dobrze. Nie stosuję co prawda wodoodpornego tuszu, ale zmycie wodoodpornego eyelinera nie nastręcza większych trudności. Wystarczy po prostu przez kilka sekund przytrzymać na oczach nasączone mleczkiem waciki. Nadmiar mleczka szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. Mimo iż do zadań kosmetyku opisywanych przez producenta (zdjęcie poniżej) nie należy nawilżanie produkt funduje nam całkiem sporą jego dawkę.
Co z właściwościami kolagenu i świetlika? W ostatnim czasie moje zmarszczki istotnie nieco się spłyciły, jednak trudno mi powiedzieć czy jest to zasługa wyłącznie opisywanego dziś kosmetyku, ponieważ na co dzień używam również innych produktów do tego celu przeznaczonych. Ponadto moje zmarszczki nie są głębokie, więc wszelkie poprawa jest na dość małą skalę. Uważam jednak, że nawet jeżeli mleczko wygładza zmarszczki choć w minimalnym stopniu to warto w nie zainwestować (zwłaszcza za niecałe 4,50 zł;)). Działanie świetlika jest bardziej widoczne. Po użyciu mleczka skóra jest zrelaksowana, nienapięta, sprawia wrażenie, że oddycha. Ponadto wydaje mi się, że preparat odrobinę rozjaśnia moje cienie pod oczami.
Poniżej opis mleczka zamieszczony na opakowaniu.


Podsumowując: Celia Kolagen+świetlik to rewelacyjny produkt godny polecenia każdemu. Za niską cenę otrzymujemy kosmetyk, który w niczym nie ustępuje swoim odpowiednikom z wyższej półki. Doskonale zmywa makijaż jednocześnie świetnie dbając o naszą cerę. W mojej opinii absolutny must-have i KWC.

wtorek, 12 lipca 2011

Hity kosmetyczne za niewielką cenę.

Ponieważ czasu brak (jutro egzamin na prawo jazdy, a po jutrze na studiach - trzymajcie kciuki;)) wrzucę dziś tylko kilka moich ulubionych kosmetyków, z których każdy kosztuje mniej niż 10 zł. Nie będę ich opisywać, ponieważ są to produkty, którym i tak miałam poświęcić oddzielne notki. Kolejność przypadkowa.

Garnier - krem do rąk, ok 4 zł.


Celia: kolagen i świetlik - mleczko do oczyszczania twarzy i demakijażu oczu, na promocji ok. 4 zł.


Isana: Nagellack Entferner Mandelduft, ok. 6 zł.


Żel pod prysznic Original Source, ok. 9,50 zł.


Kredka do oczu Ruby Rose, ok. 3 zł.


Be Beauty Foot Expertiv: Krem do stóp i paznokci, ok 4 zł.


BeBeauty Foot Expertiv: Peeling do Stóp, ok. 4 zł.


Jak już wspomniałam, za niedługo postaram się dodać opisy wszystkich zaprezentowanych kosmetyków.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...