Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel do mycia twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel do mycia twarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 kwietnia 2012

O pielęgnacji twarzy słów kilka


Pierwszy dzień diety owocowej już za mną, póki co bardzo mi smakuje i absolutnie nie chodzę głodna. :)

W ramach kontynuacji wczorajszego posta (jakby nie było to wszystko ma służyć poprawieniu kondycji skóry) pokażę dziś moją pielęgnację twarzy. Liczę, że takie podsumowanie pomoże mi zobaczyć, co ewentualnie powinnam w niej zmienić. Mam nadzieję, że również Wy zdradzicie mi swoje pielęgnacyjne tricki. :)

1. Mycie i peelingowanie
Twarz myję 2 razy dziennie. Ostatnio nabyłam w Rossmanie gąbkę Konjac (recenzja już wkrótce). Ponieważ można używać jej zarówno samodzielnie, jak i z żelami do twarzy, moja obecna rutyna wygląda następująco: rano rezygnuję z dodatkowych środków, zaś wieczorem wspomagam działanie myjki żelem Biodermy z linii Sebium.


W kwestii gąbki napiszę na razie tyle: jej największą (w mojej opinii zaletą) jest fakt, że bardzo delikatnie, ale dokładnie, złuszcza skórę. Myślę, że przy jej codziennym stosowaniu zaniecham używania peelingów. ;) Póki co używałam najczęściej peelingu Clean&Clear mniej więcej raz na dwa dni.


2. Oczyszczanie.
Oczyszczam buzię przy użyciu micela z Biodermy. Nie robię tego po myciu, ponieważ byłaby to chyba już przesada, dlatego ostatnio pod szumną nazwą "oczyszczanie" mieści się u mnie wyłącznie demakijaż.
Wcześniej używałam toników z Nivei, Bielendy i Dermiki.




3. Nawilżanie
Nigdy nie wychodzę z domu bez krem do twarzy. Myślę, że dobre nawilżenie skóry jest równie ważne dla każdego rodzaju cery. Póki co nie "bawię" się jeszcze w kremy przeciwzmarszczkowe, bo - mimo iż pierwsze oznaki starości dopadły już moją twarz - uważam, że mam jeszcze trochę czasu. ;)
Mam kilku ulubieńców, jednakże najczęściej posiadam w swojej kosmetyczce produkt firmy Nivea. Ulubieńcem lata jest krem Bielendy.



4. Regeneracja
Skóra najlepiej regeneruje się podczas snu, dlatego tak ważny jest dobry i skuteczny krem na noc. Ponieważ nie lubię jednocześnie stosować produktów ze zbyt wielu linii, moim "podstawowym" produktem na noc jest kosmetyk ze wzmiankowanej już linii Piękno i Świeżość firmy Nivea. Od czasu do czasu, żeby skóra się nie przyzwyczaiła, zastępuję go produktem Lirene.



5. Walka z nieprzyjaciółmi
Kiedy na mojej skórze pojawią się jakieś niedoskonałości to w zależności od tego, czy są to zaskórniki, czy pryszcze, bądź robię tzw. "parówkę", bądź stosuję punktowo apteczną maść z antybiotykiem, którą przepisała mi moja pani doktor (i której pokazywać nie będę, bo coś czytałam, że podobno leków na receptę nie można - nie wiem, nie wgłębiam się, bo nie jest to dla mnie jakaś szczególnie ważna informacja ;)).
Dodatkowo, kiedy moja skóra ogólnie jest w gorszej kondycji, zamiast kremu na noc nakładam produkt, który ma przeciwdziałać trądzikowi. Pochodzi on z mojej ulubionej linii firmy Bioderma.


6. Maski
Generalnie stosuję dwa typy masek: oczyszczające i silnie nawilżające. I w tej dziedzinie mam swoich ulubieńców, ale ich zobaczycie poniżej. Staram się nakładać maskę raz w tygodniu, ale udaje mi się to jedynie w wakacje (wtedy też stosuję w jednym tygodniu nawilżanie, a w następnym oczyszczanie). W normalnym trybie życia, dobrze jest jak użyję produktu raz na dwa tygodnie. Nakładam wówczas tylko maski oczyszczającej.



7. Makijaż
Staram się nie przesadzać z makijażem. Jeżeli zostaję w domu, czy idę na zakupy do pobliskiego sklepu, nie maluję się wcale. Od czasu do czasu staram się rezygnować z podkładu. Oprócz tego najchętniej używam minerałów - nie obciążają mojej skóry, nie czuję ich na skórze, ani nie muszę zabezpieczać toną pudru. Ich dodatkowymi plusami są dobre, przyjazne skórze składy, oraz duży wybór kolorów i formuł. Obecnie jestem na etapie poszukiwania "tych jedynych" i jakoś, niestety, znaleźć nie mogę. Ale nie poddaję się, ponieważ firm oferujących podkłady mineralne jest obecnie tyle, że w końcu na pewno znajdę odpowiedni dla siebie produkt.

Wyszło o wiele dłużej niż się spodziewałam, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. ;) Podzielcie się swoimi metodami pielęgnacji, ulubionymi kosmetykami, cudownymi produktami, które robicie same i wszystkimi innymi przydatnymi trickami. :) Czekam na komentarze. :)


wtorek, 28 lutego 2012

Recenzja gościnna, czyli luby za klawiaturą: Garnier - Żel Czysta Skóra




Witam, Luby Redhead z tej strony. Jako, że egzamin z finansów prostą rzeczą nie jest, notatka na bloga nie napiszę się sama, a miłość nie wybiera, dziś będzie o kosmetykach, ale po męsku. Wiem, że brzmi to jak oksymoron, bo słowo "mężczyzna" implikuje używanie kosmetyków dwóch rodzajów: Brutala z kiosku Ruchu (5,50 i ani grosza więcej, a zapach czuć w całym autobusie) oraz szarego mydła, na którym to rzeczony mężczyzna pozostawia ślady użytkowania w postaci włosów z okolic różnorakich. Wszelkie inne przejawy dbania o siebie narażają co najmniej na szydercze uśmieszki. Ale ponoć czasy się zmieniają, geje się pobierają, metroseksualiści są wychwalani w Cosmo, więc może normalny facet też ma czasem prawo do pozbycia się pryszczy i ogolenia się delikatną maszynką, która nie podrażnia cery, a nie zardzewiałą brzytwą. No, ale do rzeczy.


Omawiany dziś kosmetyk, jak można wyczytać na zdjęciu powyżej, ma za zadanie zwalczać wszelkiego rodzaju niedoskonałości, w tym zaskórniaki, tworzące się na twarzy. Nie wiem konkretnie, jaką mam cerę, ale jest dość wrażliwa, szybko wysycha i łatwo ją podrażnić (zwłaszcza po znienawidzonym, ale niezbędnym goleniu), zatem peelingi typu "gruboziarnisty papier ścierny" raczej nie są mi pisane, bo po nich wyglądam jak jaszczurka zrzucająca łuski. Garnier postawił na żel, w którym drobinek praktycznie nie czuć, co jest zabiegiem ciekawym i przyjemnym dla skóry, ze względu na fajną konsystencję (przy czym sprawia, że kosmetyk nie jest zbyt wydajny, jednak o tym potem). Jest jednak jedno "ale" - przy wszelkiego rodzaju lekach, kosmetykach lub jakowychś kremach odmładzających, efekt placebo to ponoć połowa sukcesu. Podczas używania recenzowanego żelu, nie czuje się tego charakterystycznego dla wszystkich innych peelingów drapania, przez co średnio chce mi się wierzyć, ze cokolwiek ściera. Moja luba wystawiła pod prysznicem kilka różnych specyfików do pielęgnacji twarzy z myślą o mnie, i powiem szczerze, pod względem usuwania wągrów czy innych  mankamentów każdej męskiej gęby (nie wiem jak z damskimi twarzami, Luba zawsze jest bez skazy) Garnier nie wyróżnia się jakoś i nie wysuwa na czoło peletonu, magicznie likwidując każde świństwo i zapobiegając powstawaniu podobnych w przyszłości. Dlatego też szumne hasło z opakowania o tym, co ów żel wyróżnia, można by z powodzeniem zamienić na "Nasz peeling jest taki sam jak inne, tyle, że nie drapie", ale jest to raczej kiepskie hasło reklamowe.


Samo opakowanie jest okej, kolorystycznie dobrze wpisuje się w stylistykę "kosmetyków prysznicowych", otwiera się też na tyle sprawnie, że nie trzeba sobie łamać zębów, wystarczy popchnąć wieczko palcem. Jest tylko jeden problem - żelu, ze względu na jego konsystencję, leje się zbyt dużo. Jeśli chcemy złuszczyć sobie jedynie nos, co byśmy nie wyczyniali, i tak jedno naciśnięcie butelki starczy nam na całą twarz, ba, nawet co nieco się uleje. Można by lepiej zaprojektować dozownik.

Żel w przybliżeniu. 

Niech was nie zmylą widoczne drobinki, jak wspominałem, nie czuć ich. Dla niektórych może to być spora zaleta (bo produkt nakłada się przyjemnie), dla innych wada (co to za peeling, który w użyciu nie przypomina traktowania twarzy  piachem?). Dla mnie, człowieka zaznajomionego z niewielką ilością standardowych kosmetyków do twarzy, jest to główny selling point Garniera, który może skłonić niezdecydowanych do zakupu.

wtorek, 13 grudnia 2011

Bioderma - Sebium


Dziś opowiem Wam o moim ulubionym produkcie do mycia twarzy. Jest absolutnie bezkonkurencyjny, nigdy nie zdarzyło mi się, by jakikolwiek produkt spełnił wszystkie moje wymagania. A mam z tym problem. Bo z jednej strony - wiele produktów wysusza. Z drugiej strony, moja skóra przeważnie potrzebuje czasu, by przyzwyczaić się do nowego kosmetyku, wskutek czego pojawiają się jakieś drobne niespodzianki. Wtedy nierzadko brak mi już cierpliwości i odstawiam kosmetyk. Z Biodermą wszystkie te problemy zniknęły. :)


Kilka słów o mojej cerze: jestem posiadaczką mieszanej. Skóra na policzkach nie jest sucha, tylko raczej normalna, strefa T odrobinę mi się świeci, ale generalnie jak rano (ok. 9) zmatuję ją pudrem, to poprawki są konieczne dopiero koło 17. Pryszcze pojawiają się bardzo sporadycznie - już szybciej jakieś malutkie zaskórniki. Tak było zanim zaczęłam stosować Biodermę.


Powyżej opis produktu. Jeżeli się postaracie, na pewno uda Wam się przeczytać całość (mimo "zaokrąglenia" ;)). 
Kosmetyk jest zamknięty w wąskiej, zwężającej się ku dołowi, plastikowej butelce. Plastik jest twardy, a opakowanie bardzo solidne. Oprócz tego produkt zaopatrzony jest w najlepszą pompkę z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. Dobrze chodzi, nie zacina się, nie pompuje powietrza i dozuje zawsze dokładnie taką samą ilość produktu. Na pewno nie będzie problemu z wykończeniem produktu.


Produkt pachnie tak, jak przeważnie pachną kosmetyki na pryszcze dla osób z trądzikiem młodzieńczym, a więc lekko aptecznie - lubię takie zapachy.
Konsystencja - bardzo lejąca, mało żelowa. Trochę spływa z dłoni, ale przy odrobinie uwagi nie powinno być problemów z aplikacją.


A teraz najważniejsze - działanie.
Po pierwsze, co jest widoczne od razu: kosmetyk doskonale oczyszcza twarz z wszelkich zabrudzeń. 
Po drugie: produkt na pewno działa antybakteryjnie, koi wszystkie "świeże" pryszcze, zaognione miejsca na skórze.
Po trzecie i najważniejsze: kosmetyk reguluje wydzielanie sebum. Nawet przy nieregularnym stosowaniu dostrzegamy dwa skutki: wszelkie zmiany skórne pojawiające się o wiele rzadziej i błyszczące czoło odchodzące w zapomnienie. ;) U mnie wyglądało to tak (zanim zaczęłam swą przygodę z Biodermą): po porannym wklepaniu kremu i nałożeniu na niego makijażu, nie było możliwości, bym wyszła z domu bez użycia pudru (po prostu - czoło nie radziło sobie z przyjęciem kosmetyku). Obecnie pudru używam jedynie dla utrwalenia makijażu. Kiedy decyduję się na puder nastawiony na wchłanianie sebum to mam spokój, ze świeceniem, na cały dzień.


Podsumowując: jeżeli tylko macie możliwość to bierzcie tyle, ile tylko jesteście w stanie unieść. ;) Ten żel do mycia twarzy to mój KWC i raczej nieprędko się to zmieni.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...