niedziela, 15 lipca 2012

Essence: Vampire's Love blush gelee - róż do policzków w żelu



Każda Essence-maniaczka wie, jak wielkim hitem był opisywany dziś róż, kiedy limitka Vampire's Love była w sprzedaży. Natury były niemal szturmowane przez osoby pragnące wejść w jego posiadanie. Ja sama byłam w drogerii w jego sprawie co najmniej 10 razy (na szczęście mam blisko ;)). Potem było przeszukiwanie allegro i apelowanie do własnego zdrowego rozsądku, żeby nie kupować czegoś co normalnie kosztuje 10 zł z trzykrotnym przebiciem. Aż tu nagle, akurat w momencie, kiedy przestałam go poszukiwać, zobaczyłam go w zakładce z wymianką u Arianny. Niewiele myśląc napisałam i już niedługo potem mogłam się cieszyć wymarzonym różem. Czy było warto?


Zacznę może od opakowania, bo to jest niewątpliwym i bezapelacyjnym plusem produktu. Jest to ten rodzaj pompki, gdzie naciskając przycisk u góry, uruchamiamy tłok z dołu i w ten sposób na naszej dłoni pojawia się produkt. Dzięki temu nie musimy się obawiać, że wydobycie końcówki kosmetyku będzie utrudnione - wręcz przeciwnie - uda nam się zużyć róż w 99 procentach. Do minusów należą - jak zwykle - koszmarne nalepki naklejone w każdym możliwym miejscu, których usunięcie zostawia nieestetyczne zabrudzenia. Jasne, można spróbować to zmyć acetonem, ale ja osobiście jestem osobą, która o takich rzeczach zawsze zapomina, a potem ze wstydu płonę, kiedy wstawiam tutaj zdjęcia, bo przeważnie dopiero na nich widzę wady, a jest już zbyt późno, żeby zrobić nowe, echh.


A teraz kilka słów o samym różu. Przyznam szczerze, że mnie osobiście nie chciało się codziennie bawić we wklepywanie tego wynalazku. Jestem przyzwyczajona do dwóch szybciutkich ruchów pędzlem, a z tym różem to do końca nigdy nie wiem, jak skończę. ;) Nie chodzi tutaj o kolor - ten, mimo iż baaardzo intensywny w opakowaniu, na twarzy jest ładny i nie jakoś straszliwie widoczny - raczej trudno sobie zrobić nim krzywdę. Jednocześnie sam żel jest dużo prostszy w użytkowaniu niż nowy Essence'owy mus, którego trzeba wklepać dosyć dużo, żeby otrzymać jakikolwiek kolor. 
W każdym razie: kiedy pisałam o tym, że po użyciu tego specyfiku nigdy nie wiem jak skończę, chodziło mi o to, że osobiście jakoś nie "czuję" tego produktu. Niby wiem gdzie i jak go nałożyć, ale czasem nabierze mi się zbyt dużo i muszę masować na szerszym obszarze, żeby nie wyglądać jak rosyjska matrioszka, a wtedy konturowanie twarzy traci sens, bo miast podkreślać to, co podkreślać chcę, skupiam się na tym, żeby rozplantować całość nabranego produktu. Innym razem zbyt dużo zostanie mi na palcach i muszę dobierać kolejną porcję. Raz, czy dwa produkt mi się zwarzył. Wiem, że wszystkie wspomniane problemy są jak najbardziej do wyeliminowania, ale mnie się po prostu nie chce. ;) Poza tym mam wiele naprawdę dobrych róży, więc ten niestety trafił do kuferka, skąd uratowała go moja mama, ale czy używa - nie wiem. ;)




Podsumowując: róż w żelu z wampirzej limitowanki Essence to dla mnie bardziej ciekawy gadżet, niż przydatny kosmetyk, bez którego nie mogę się obejść. Mimo tego, polecam go zwłaszcza początkującym - zaczynając przygodę z makijażem ma się więcej wyczucia w palcach, niż w pędzlu, co w połączeniu z nieinwazyjnym kolorem produktu pozwoli nauczyć się konturowania metodą prób i błędów. Produkt nie jest drogi, więc jeżeli jesteście zainteresowane, możecie jeszcze poszukać go na allegro. A nuż przypasuje Wam bardziej niż mi. ;)


19 komentarzy:

  1. Ja osobiście uwielbiam ten róż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, on ogólnie ma dobre opinie, tylko ja jestem taki dziwak. :D

      Usuń
  2. chcę go ! cudowny jest .

    OdpowiedzUsuń
  3. szukałam go, szukałam i nie znalazłam a z miłą chęcią bym go spróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapraszam do zaglądania, wystawię go niedługo w wymiance. :)

      Usuń
    2. Albo na allegro, jeszcze się zastanowię. :))

      Usuń
  4. Lubię go, czasami używam jako Lip Tint.:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, może spróbuję!! Chociaż pewnie będzie się mocno kleił... w sumie jak to lip tint. ;P

      Usuń
  5. Ostatnio nie lubię kosmetyków które muszę nakładać rękoma nawet nakładanie kremu i dubanie w słoiczku mnie wkurza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, mam tak samo!! A podobno dobrze nakładać pielęgnację pędzlem, że masaż twarzy i krążenie pobudza, o!

      Usuń
  6. Jakoś nie mogę się przekonać do takich wynalazków, róż to róż musi być w pudełeczku i już :P uwielbiam Twojego bloga

    OdpowiedzUsuń
  7. ciekawy gadzet, ale jednak nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Podoba mi się ta nazwa Vampire ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. osobiście się z nim nie polubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wolę róże w tradycyjnej konsystencji nakładane pędzlem, ten mnie jakoś nie przekonuje;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapachniało mi Zmierzchem :) Kolor mi się podoba, takie krwawe czasami lubię u siebie:>

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...