piątek, 27 stycznia 2012

Essence: I love Style - płynny eyeliner



Płynnych eyelinerów przetestowałam w życiu pewnie około stu (oczywiście przesadzam ;)). Używam ich mniej więcej od ostatniej klasy gimnazjum, tzn od prawie 8 lat. ;) Czarna kreska była moim ulubionym makijażem i nawet kiedy nie robiłam nic innego, ją bardzo lubiłam mieć (co nie zawsze podobało się moim nauczycielom ;)). Dlatego o eyelinerze wypowiedzieć się mogę tonem prawdziwego znawcy. ;))
Po pierwsze - moja ulubiona forma to nie miękki pędzelek, ale sztywny "rysik" (nie wiem jak inaczej to nazwać ;)). Swego czasu kupowałam takie w Rossmanie - najpierw w którejś z najtańszych firm, później z Manhattanu, a później w ogóle zniknęły. Musiałam, więc (choć niechętnie) przerzucić się na pędzelki. Później trafiłam na opisywany dziś I <3 Style.


Opakowanie jest typowe - podobne do tych, w których zamyka się tusze do rzęs tylko krótsze i węższe. Jest zakręcane i ma bardzo ładny - w mojej opinii - design. Różowe, niedbałe napisy nadają mu tzw. "miejski" styl. Chyba dlatego zwrócił moją uwagę (i dobrze).


Aplikator jest bardzo nietypowy. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tego typu rozwiązaniem. Na pierwszy rzut oka wygląda on, jak wspomniany już przeze mnie, rysik. Kiedy się przyjrzymy, widać jednak, że jest to gąbeczka w takim kształcie. Od rysika odróżnia ją fakt, że jest odrobinę bardziej miękka, a jej końcówka nie rozwarstwia się - są to ewidentne plusy. Do minusów należy fakt, że w miejscu złączenia z rączką, gąbeczka wygina się. Z tego powodu należy trochę wprawić się w używania kosmetyku, ponieważ w odczuciu różni się zarówno od rysika, jak i pędzelka.


Powyżej widzicie paskudne próbki na ręce... nie wiem jak to jest, że na oku wychodzi mi prawie zawsze (choć czasem jestem z siebie niezadowolona ;)), natomiast na dłoni nie udaje mi się prawie nigdy.
Produktu używa się dobrze, jednakże musimy nauczyć się go dozować, aby nie robiły nam się plamy na oku. Kiedy wycieramy gąbeczkę o opakowanie odkrywamy jeszcze jedną rzecz - gąbeczka nie jest trójkątna, zwężająca się u góry, lecz jej czubek wieńczy malutka kuleczka. Nie wiem dlaczego wprowadzono takie rozwiązanie, aczkolwiek - w mojej opinii - można by z niego zrezygnować. W miejscu gdzie cienki fragment łączy się z kuleczką, aplikator znów się wygina.
Kiedy wytrzemy już nadmiar produktu malowanie jest raczej przyjemne. ;) Owszem, zdarza się, że kreska wychodzi postrzępiona, ale wówczas wystarczy po prostu nabrać nieco więcej kosmetyku.
Trwałość - dobra (jak to eyeliner ;)). Na oku wytrzymuje cały dzień, nawet bez bazy.



Podsumowując: lubię ten liner, choć uważam, że aplikator mógłby być nieco lepszy. Ale generalnie - jest to dobra jakość w niskiej cenie.

11 komentarzy:

  1. fajnie, że o nim napisałaś, ciekawa byłam tego aplikatora:)
    zazdroszczę 8- letniego doświadczenia, ja używam eyelinerów dopiero niecały rok:)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie umiem się takimi malować ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też od dawna uwielbiam czarne kreski i także wole te linery z rysikiem a nie pędzelkiem. Mój żelowy Inglot pewnie skonczy się za sto lat, ale bede wtedy pmiętac o tym z essence;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładna czerń, zaciekawiłaś mnie nim :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajny, dawno nie miałam dobrego eyelinera w płynie więc może go zakupię. hmm sliczna głęboka czerń

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio używam właśnie takich linerków, bo nie chce mi się myć osobnego pędzelka. Może i na ten się skuszę?

    OdpowiedzUsuń
  7. ostatnio jestem bardziej fanka zelowych :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...